Misie vs Sonata

vs

Podsumowanie

Jedyny rozegrany w sobotnie popołudnie mecz mógł się podobać. Misie i Sonata od początku pokazały, że im zależy, więc i tempo było odpowiednie, i walki na boisku nie brakowało. Obie połowy spotkania były bardzo wyrównane, choć minimalnie lepsza z przebiegu gry była jednak Sonata. Łatwego życia z Bartosińskim nie miał Piotr Grobelny. Defensor Misiów zatrzymał kolejnego świetnego napastnika, wcześniej wyłączając z gry Macieja Borowskiego. Tym razem dwukrotnie próbował też wprowadzać piłkę do gry i inicjować kontry swojej drużyny i było widać, że w tym elemencie ma jednak sporo do poprawy. Wobec nieobecności Grzegorza Kaźmierczaka najbardziej walecznym zawodnikiem na boisku był chyba Maślanko, ale nie przełożyło się to tym razem na czysto piłkarską jakość. W Sonacie w defensywie dużo pracy miał Grzelak i wywiązywał się ze swoich obowiązków na piątkę, a dodatkowo jak na początku sezonu potrafił pomóc z przodu. Brak Nasalskiego i problemy Grobelnego z uwolnieniem się od kryjącego go ciągle Bartosińskiego sprawiły, że ofensywa leżała głównie na barkach braci Bryszewskich. To właśnie starszy z nich Konrad strzelił na 1:0, dobijając własne uderzenie. Ogólnie prób zaskoczenia bramkarza z dystansu było w tym spotkaniu dużo, ale między słupkami stali na tyle dobrzy fachowcy, że skończyło się tak niskim wynikiem. Więcej ze swoich umiejętności pokazać musiał Miszkiewicz i dobrym występem, umiejętnym skracaniem kąta itd. pokazał, że zasługuje na statuetkę dla bramkarza sezonu. Podsumowując oglądaliśmy bardzo zacięte spotkanie, w którym nie brakowało pojedynków ciało w ciało, strzałów z daleka i prób tworzenia składnych, szybkich akcji. Na pewno takie mecze chcielibyśmy oglądać w kolejnym sezonie Halowej Ligi Piłki Nożnej. Obie drużyny pokazały, że im zależy i że zasługują na miejsca na pudle. Trochę lepsza była jednak Sonata i to ona sięgnęła po ostatnie trzy punkty w szesnastym sezonie rozgrywek.

Strzelcy: K. Bryszewski