dddsdsdsdsds

Sezon w liczbach rzeczywistych

Sezony podsumowałem na różne sposoby. Najfajniejszy był alfabet, ale nie chcę robić tego samego, więc tym razem postawiłem na to, co Mati Borek lubi najbardziej – numery. Postaram się przedstawić kilka ligowych faktów związanych z jakąś cyfrą i może wyjdzie z tego coś ciekawego 😉 Niestety w związku z udziałem w programie Erasmus+ będzie to pewnie ostatni tekst na stronie aż do sezonu osiemnastego. W kolejnym portal będzie zawieszony, ewentualnie odpalę tylko typera.

0 – zaczynamy od środka. Nie środka tabeli, tylko osi czasu. Zero to liczba punktów, które na boisku potrafiła w tym sezonie wywalczyć BKLAKA. Oczywiście w tabeli widzimy całe trzy oczka, ale to efekt walkowera ze Startem. Trudno powiedzieć, czy gdyby nie Robert Łakomy, zespół z Koluszek nie wywalczyłby jakiegoś punktu, bo prowadził nawet do przerwy. Ostatecznie jednak nie zdobył i do pokonania urzędujących wtedy mistrzów potrzebna była interwencja u organizatorów. Nie pisałbym o tym, gdyby nie to, że BKLAKA przed sezonem wydawała się zespołem dużo silniejszym, niż okazało się to w rzeczywistości. Od jednego z obeznanych w temacie Ligi obserwatorów usłyszałem nawet, że może być czarnym koniec rozgrywek. Rzeczywiście, oprócz zawodników doświadczonych takich jak Tosiak czy Kłosiński barwy BKLAKI reprezentowali młodzi-zdolni z KKS-u, a nawet mający niewątpliwie ponadprzeciętny talent Piotr Warchoł. Wydawało się, że ta mieszanka może zaskoczyć. Części z zawodników zabrakło jednak zaangażowania, części jednak umiejętności i ostatecznie najbardziej chwalić trzeba było mającego tylko zadania defensywne Frączkowskiego, mimo że zespół i tak tracił dużo goli.

1 – tyle razy w tym sezonie widzieliśmy m.in. Marcina Olejniczaka czy Mariusza Soleckiego. Ten pierwszy ma co prawda rozegrane nie więcej niż 15 meczów w karierze w naszych rozgrywkach, ale zdążył już podnieść Puchar Burmistrza ze Startem, być liderem tej drużyny wraz z Robertem Łakomym (2 feralne występy) i wprowadzić w końcu element gry z lotnym bramkarzem znany z większości meczów futsalowych. Solecki przez lata stanowił o sile Sonaty, potem wyjechał podbijać niższe ligi niemieckie, by wrócić kilkanaście dni temu na mecz z Czerwonymi Diabłami. Piłkarz, który rozegrał 6 meczów w Ekstraklasie i 90 minut przeciwko warszawskiej Legii nie był jednak akurat wtedy potrzebny, bo nie ryzykujemy wiele mówiąc, że i bez niego późniejsi wicemistrzowi sięgnęliby w tamtym meczu po trzy punkty. Z mniej znanych postaci jeden występ zaliczył np. Krajewski z LKS-u Gałkówek, trafiając zresztą do szóstki kolejki po bardzo dobrej grze i dublecie.

5 – pięciokrotnie w Szóstce Kolejki znalazł się w tym sezonie Piotr Grobelny z Sonaty i nikt nie miał lepszego wyniku. W komentarzach na facebooku było widać, że wybór tego piłkarza na MVP sezonu jest różnie odbierany, ale wg mnie miał on znacznie większy wpływ na wicemistrzostwo Sonaty niż Sztuka na i tak nie najlepszą grę Czerwonych Diabłów. Rywalami dla Piotra mogliby być raczej ciągnący POL-HUN Chojecki i Golański, z tym że w przypadku tego pierwszego to jednak nadużycie. Owszem, gdy król strzelców poprzedniego sezonu był i nie narzekał na uraz – strzelał gole i w zasadzie nie przegrywał w pojedynkach z obrońcami. W najważniejszych momentach sezonu POL-HUN dał jednak sobie radę bez niego. Golański wykonywał natomiast dużą pracę i na pewno miał ogromny udział w mistrzostwie, ale nie można być obojętnym na liczby Grobelnego (imponujące jeśli doliczyć asysty), a poza tym w głosowaniu typerów nie cieszył się wielką estymą.

6 – goli strzelił w tym sezonie Jakub Perek. Tak słabego wyniku chyba nikt się nie spodziewał. Snajpera Diabłów nie może usprawiedliwiać nawet to, że był na małej liczbie spotkań. Jego drużyna strzeliła łącznie 54 gole, a zaledwie co dziewiąta była jego dziełem. Oczywiście o strzeleckich wynikach Perka nie pisałbym, gdybym nie sprawdził jego poprzednich sezonów. Dopiero wtedy widzimy bowiem, o jakiej klasy zawodniku mówimy. Od sezonu 2010/2011 Perek strzelał kolejno 12, 19, 20, 16, 21 i 14 bramek. Daje to łącznie 102 gole. Sześć z tego roku nie robi więc wielkiego wrażenia, w przeciwieństwie do ogólnego dorobku tego piłkarza z Ligi Halowej.

8 – walkowerów trzeba było przyznać w tym sezonie, co na pewno jest rekordem w historii ligi. Tylko dwa wynikły z gry nieuprawnionego Roberta Łakomego, pozostałe orzekano, bo jedna z drużyn nie zjawiła się na hali. Dwukrotnie takim nieprofesjonalizmem wykazał się LKS Gałkówek, dwukrotnie nie dojechał także Start (zaraz po porażce z Misiami i w ostatniej kolejce) i Atomówki. Raz nie pojawiły się Czerwone Diabły i raz, już na sam koniec, BKLAKA. Ogólnie w ostatniej, mającej być z założenia najfajniejszą, kolejce rozegrano tylko jeden mecz i jedną towarzyską gierkę. Nie tak to powinno wyglądać, tym bardziej że swoją obecnością zaszczycił nas sam fundator Pucharu – Burmistrz Koluszek Waldemar Chałat.

9 – tyle bramek zdobył grający dla Galacticos Kłusek w jeden ligowy weekend. Dwie kolejki wystarczyły mu by wyrosnąć na najlepszego strzelca swojej drużyny. Dokładając jeszcze jakieś pojedyncze trafienia dobił ostatecznie do 13 i został ex aequo trzecim najlepszym strzelcem ligi. Pechowymi ofiarami szybkiego piłkarza Galaktycznych były Atomówki i LKS Gałkówek. Kłusek miał świetną końcówkę sezonu, ale wcześniej drużynę spod Andrespola ciągnął Krzysztof Hajduk (zakończył sezon z 8 golami).

13 – meczów trzeba było wygrać, żeby ostatecznie sięgnąć po tytuł mistrzowski. Udało się to POL-HUN-owi i Sonacie, ale to ci pierwsi mieli dodatkowo jeden remis i cieszyli się z Pucharu. W poprzednich sześciu latach tylko raz trzeba było zwyciężyć w większej ilości meczów. Czerwone Diabły 15 razy schodziły z boiska z tarczą, a nie na niej, a działo się ta dwa lata temu. Dodam tylko, że w ciągu lat o których mówimy liczba zespołów się zmieniała, więc to mało wymierna statystyka. Lepiej spojrzeć na liczbę porażek, gdzie znowu lepsze są tylko Diabły (zero w najlepszym sezonie), a również jedną poniósł Enkev-Triumwirat sześć lat temu. Dla POL-HUN-u był to pierwszy złoty medal w historii, a trzeci w ogóle. Wcześniej w roku 2016 i 2013 udawało się tej drużynie sięgać po brąz. Tegoroczny triumf ostatecznie zaciera chyba tę czarną plamę w dziejach drużyny, którą był sezon 2015 i przedostatnie, 11 miejsce w rozgrywkach.

17 – tyle bramek zdobył w tym sezonie Roman Kowalczyk i w wieku 29 lat zdobył tytuł Króla Strzelców Rozgrywek. Jest to pierwsza odkąd dzielimy ligi sytuacja, w której po koronę sięgnął reprezentant Grupy Aspirującej. Rzeczywiście, patrząc na zespoły, które rozstrzeliwał Roman można mieć wrażenie, że miał łatwiej niż rywale z Grupy Mistrzowskiej. Z drugiej jednak strony żaden z nich na pewno by się z nim na miejsca nie zamienił, więc nie ma chyba czego rozpamiętywać. Król to Król, można by rzec i zastanowić się tylko, czy jeszcze lepszego wyniku nie osiągnąłby jego rok starszy brat Artur, gdyby tylko mógł być na hali częściej. Grał mało, ale gdy już to robił, bramkarze musieli być przygotowani na najgorsze. Szkoda, że najlepszy sezon w życiu popsuły mu (i całemu PLE Zdrowiu) te częste absencje.

19 – punktów otrzymalibyśmy układając w grze Scrabble słowo goździk, oczywiście nie licząc różnych możliwych premii. Na lidze mieliśmy oczywiście Goździka przez wielkie G, co oznacza nazwę własną i zero punktów w tej popularnej grze towarzyskiej, ale za to co najmniej kilka oczek w ligowej tabeli dla Marianów. Marcin, mimo że nie jest już najmłodszym zawodnikiem, pokazał na co go stać i niejednokrotnie zadziwił całą widownie. Już w ostatnich meczach poprzedniego sezonu było widać, że ma spore możliwości szybkościowe, potrafi uderzyć i jak nikt inny balansować ciałem, ale to w zakończonych właśnie rozgrywkach osiągnął chyba szczytową formę. Oczywiście nie można też w jego przypadku przesadzać, bo na koniec wyraźnie przygasł i potrafił nawet zirytować (słynny rzut rożny), ale tego jak w pojedynkę odprawił Czerwone Diabły nikt mu nie zapomni.

40 – około tylu (na pewno było jakieś walkowery) rozegrała w sezonie letnim drużyna Misiów, która łączyła grę w Wiejskiej i Brzezińskiej Lidze Piłki Nożnej. W organizowanych przeze mnie rozgrywkach udało się Kazikowi i spółce zająć miejsce tuż za premiowanym grą w play-offach TOP4, a w lidze naszych sąsiadów Misie poległy dopiero w finale zajmując ostatecznie drugie miejsce. Po takiej ilości gier o punkty i pewnie jeszcze większej orlikowych gierek zespół przystąpił do kolejnej ligi – tym razem halowej – i zajął w niej 3 miejsce, dwukrotnie odprawiając z kwitkiem wielki przecież Start Brzeziny w niesamowitych derbach, które wyrosły na najbardziej emocjonujący element minionego sezonu. W zdobyciu brązu duży udział miał na pewno najlepszy bramkarz rozgrywek – Kuba Miszkiewicz, który od początku przygody z naszą Halą pokazywał wielki potencjał. Nie był to co prawda sezon Mariusza Małego Kaźmierczaka, ale za to nikt nie spodziewał się tak dobrej gry po Łukaszu Markiewiczu czy Macieju Maślanko, którzy w zeszłorocznej kampanii raczej się nie wyróżniali, a teraz ciągnęli swój zespół, strzelali gole i grali świetnie. W tyłach rządził oczywiście Bartosiński, który w drugim meczu ze Startem zagrał na notę 1 w Kickerze, ale nie był to pojedynczy wyskok, tylko potwierdzenie dobrej formy tego defensora przez cały sezon. Nie można również zapomnieć o Grzegorzu Kaźmierczaku, który mimo poważnych i bardzo poważnych kontuzji grał prawie w każdym meczu i strzelał gole w kluczowych momentach, będąc tym samym przykładem dla innych kapitanów.

69 – taki nietypowy dla siebie numer wybrał w tym sezonie znany raczej z gry z szesnastką Krzysztof Grzelak. Zmiana cyfr na plecach posłużyła doświadczonemu zawodnikowi Sonaty i nie mówię tylko o zdobyczy medalowej. Krzysztof do pewnej i twardej gry w destrukcji dołożył coś extra z przodu, podłączał się do akcji, strzelał gole i zawstydzał kolegów z przednich formacji. Skończyło się na 7 trafieniach różnego typu oraz kilku asystach. Trzecie miejsce w swojej drużynie, w której grają przecież na przykład bracia Bryszewscy, musi mówić samo za siebie. Oby tak na trawie.

80 – meczów powinienem opisać w tym sezonie, ale przez wspomniane wyżej walkowery tego nie zrobiłem. Stanęło na jakichś 72, ale to i tak spora ilość. Przed sezonem pisałem o zmianie formuły, bardziej publicystyczny styl prowadzenia narracji, a nie stricte relacje, ale kilka osób napisało na Facebooku i poprosiło, żeby dalej pisać co się w której minucie na boisku wydarzyło. Komentarze przez pomyłkę były wyłączone, ale wiem, że czytaliście i bardzo za to dziękuję. Wiem, że poziom tekstów nie był w tym roku najwyższy, a wyniki i kolejne mecze późno pojawiały się na stronie, ale niebezpiecznie postępuje u mnie schorzenie zwane lenistwem. Dla mnie największym plusem tego sezonu jest to, że każdy mecz jest opisany z osobna, a nie tylko jako część ogólnej relacji, co kiedyś może łatwo ułatwić wyszukiwanie treści i ogólnie jej jakąś archiwizację. Tekstów z pierwszego i drugiego opisywanego przeze mnie sezonu już się raczej nie odnajdzie, a szkoda, bo o takich drużynach jak Budmar po prostu nie wypada zapomnieć. Za wspólnie spędzony czas dziękuję, za wszystkie literówki przepraszam i zapraszam do czytania za dwa lata.