4kol

Postraszeni faworyci.. – Relacja z 4 kolejki

Mimo braku zdecydowanego szlagieru czwarta kolejka była bardzo ciekawa. Stało się tak za sprawą trzech skazanych na porażkę drużyn, które dłużej lub krócej stawiły opór dużo lepszym przeciwnikom. Galacticos przez 15 minut, BKLAKA przez ponad 20 i LKS przez cały mecz pokazały, że można walczyć z wielkimi tej Ligi. Ostatecznie jednak wszystkie te drużyny przegrały, tracąc łącznie 13 goli i to ich przeciwnikom należą się większe pochwały. Największe zaś idą na konto PLE Zdrowia Rogów za spokojne ogranie Atomówek.

POL-HUN 4:0 Misie
Czas zacząć czwartą kolejkę ligowych zmagań. Na pierwszy ogień tym razem wysłano zawodników Misiów i POL-HUN-u. W barwach tych pierwszych przez jakiś czas nie będzie mógł występować Grzegorz Kaźmierczak, a to z powodu kontuzji ręki. Problemy ze składem miał też zespół lidera, na początku nie dysponował ani jedną zmianą. Z czasem jednak na halę doszli Maciej Kołada i Krzysztof Grobelny i wyjaśniła się kwestia faworyta spotkania. Potwierdziło to zresztą boisko. Już w 3 minucie po szybkiej akcji faulowany był Chojecki, ale z rzutu wolnego trafił tylko w boczną siatkę. Po chwili Łukasz wykorzystał już mały błąd Misiów w defensywie (konkretnie niecelne podanie Grochowalskiego) i pewnie zdobył pierwszego gola w meczu. Po minucie był też zamieszany w świetną akcję całej drużyny, rozpoczętą od Macieja Koładę, kontynuowaną przez Jacka Jankowskiego i zakończonego przez samego siebie obronionym przez Miszkiewicza strzałem. Golkiper Misiów dobrze się spisał także w dwóch kolejnych sytuacjach, po kolejnych atakach POL-HUN-u. Wreszcie jednak brzezinianie też zagrozili, a pomógł w tym Golański, który zagapił się i wypuścił Maślankę sam na sam z Danielem Grobelnym. Zawodnik Misiów nie skorzystał jednak z tej niespodziewanej okazji. Po chwili równie niespodziewanie pomyliła się cała defensywa POL-HUN-u, ale i tym razem Misie nie potrafiły tego wykorzystać. W 9 minucie wydarzenia boiskowe przeniosły się pod przeciwległą bramkę, gdzie Jacek Jankowski świetnie podał do Krzysztofa Grobelnego. Gola jednak z tego nie było. W 10 minucie z bardzo daleka strzelał Stasiak, jednak nie zaskoczył Miszkiewicza. Wtedy też dotarł spóźniony Mariusz Kaźmierczak. Trzy minuty po jego wejściu Miszkiewicz sfaulował w polu karnym któregoś z przeciwników, ale rzutu karnego nie wykorzystał Stasiak. Potężnie zbudowany zawodnik nie musiał jednak przezywać swojego pudła, bo już po chwili z piłką zabawił się Jacek Jankowski, oddał strzał, a skuteczną dobitką popisał się Głyda.

W 17 minucie kwestia trzech punktów była już rozstrzygnięta. Dobrym bardzo długim popisał się Stasiak, Chojecki przyjął piłkę i utrzymał się mając na plecach przeciwników, w końcu odegrał ją i sklepał z Jankowskim, kończąc tę wspaniałą akcję golem na 3:0. Potem POL-HUN przestał jednak grać tak dobrze. Mecz się otworzył i wyrównał. Obie drużyny atakowały, akcja przenosiła się spod jednej bramki pod drugą, a przez pewien czas większe zagrożenie sprawiały nawet Misie, np. Markiewicz. Szkoda, że w licznych kontratakach brakowało im jednak skuteczności i w konsekwencji nie zmusiły Daniela Grobelnego do kapitulacjiW 25 minucie geniusz objawił po raz kolejny w tym meczu Chojecki. Co istotne, po raz kolejny pokazał świetną współpracę z Jankowskim. Po dwójkowej akcji tej pary padł gol na 4:0. W ostatnich minutach POL-HUN przycisnął i nie dał już sobie zrobić krzywdy. Na razie trudno o tym zespole powiedzieć coś negatywnego. Można jedynie lekko zganić Golańskiego za niedzielny występ, ale to mały szczegół, choć z drugiej strony w największych starciach sezonu decydować będą właśnie takie detale.

Strzelcy: Chojecki(3), Głyda

BKLAKA 1:3 Start Brzeziny

To był zdecydowanie najlepszy mecz BKLAKI w tym słabiutkim jak dotąd sezonie. Trudno oceniać tę kampanię inaczej, jeśli nawet najlepszy występ nie przynosi punktów. Na usprawiedliwienie BKLAKI działa oczywiście fakt gry z mistrzami ligi – Startem Brzeziny. I to Startem w prawie najmocniejszym składzie (bez Jarosława Janowskiego). Pierwsze trzy minuty nie zapowiadały problemów faworytów. Szybka gra Startu przyniosła okazje i do szczęścia zabrakło tylko potwierdzenia w postaci gola. Potem jednak coś się zacięło. Start męczył się, podawał niecelnie, nie tworzył żadnego zagrożenia. BKLAKA straszyła strzałami z daleka, ale potrafiła też coś rozegrać. W 9 minucie na chwilę brzezinianie wrócili do dobrej gry z początku, ale okres ten skończył się… golem dla koluszkowskiej drużyny. Golem dziwnym, bo podanie Wojtaszka przed wychodzącym Pachowskim wślizgiem przedłużył i do bramki wbił chyba Wojtek Kaczmarek. Niespodziewane prowadzenie musiało zmienić styl gry BKLAKI. Piłkarze tej drużyny zaczęli bronić się coraz głębiej, niemal we własnym polu karnym, co udawało się zresztą bardzo dobrze i do przerwy udało się spokojnie dowieźć prowadzenie 1:0. Do sensacji było jeszcze daleko, ale i tak pochwały BKLACE się należą, bo nie tak łatwo neutralizuje się taki potencjał ofensywny, jakim dysponuje Start.

Co ciekawe w drugiej połowie wiele się nie zmieniło, przynajmniej przez jej pierwsze 8 minut. Startowi nie szło i na pewno nie pomagały mu coraz większe nerwy. Druga strata punktów na początku sezonu mogłaby oznaczać problemy w walce o mistrzostwo. Młodzi zawodnicy BKLAKI przeprowadzili kilka kontr i mogli podwyższyć prowadzenie. Nie udało się jednak i na tym skończyły się problemy Brzezinian w tym spotkaniu, a odezwały proste błędy BKLAKI. Najpierw Pachowski rzucił piłkę przez całą halę i nikt nie wybił jej głową, co wykorzystał Koperniak samemu główkując ją do siatki. Niektórzy autorstwo przy tej bramce zapisują jednak samemu bramkarzowi Startu. Po dwóch minutach wielki błąd popełnił grający do tej pory świetnie Piotr Warchoł. Elegancki rozgrywający tym razem dopuścił się prostej straty i Matusiak wyprowadził Start na prowadzenie. W 28 minucie przy dużym udziale Łakomego wynik na 3:1 ustalił Szymon Skwarek. Na pocieszenie dla BKL zostaje jedynie piękny kanał założony przez Cuchrę na byłym piłkarzu ŁKS-u w jednej z ostatnich sekund meczu.

Strzelcy: A.Kaczmarek – Skwarek, Koperniak, Matusiak

PLE Zdrowie Rogów 6:0 Atomówki

W sobotniej kolejce to Atomówki zdobyły jeden punkt, a PLE Zdrowie zero. Niedzielny mecz pokazał jednak faktyczną różnicę między tymi zespołami. Pokazał też, że po średnim początku drużyna ta może się liczyć w dalszej fazie rozgrywek, bo do gry wraca mający olbrzymie możliwości Lubczyński. Zacznijmy jednak od początku. PLE Zdrowie wcale nie przycisnęło przeciwnika. Wręcz przeciwnie – Atomówki mogły konstruować akcje dość swobodnie, choć oczywiście pod nieustającą kontrolą faworytów. W końcu ich wyższość golem z rzutu wolnego udokumentował Roman Kowalczyk. W 9 minucie ten sam zawodnik miał przed sobą pustą bramkę, a trafił w słupek. Po chwili jednak Marcin Rżanek świetnie obsłużył Artura Kowalczyka i było 2:0. Dokładnie po 5 minutach sytuacja się odwróciła i równie dobrą asystę do Rżanka zaliczył Artur. Zdrowie było więc w pierwszej połowie skuteczne, efektowne i dużo lepsze od Atomówek, które nie mogły znaleźć rytmu gry, którym w drugiej połowie zaskoczyły dzień wcześniej LKS.

Od początku drugiej połowy na placu gry pojawił się Mateusz Lubczyński i był to debiut porównywalny z debiutem Karola Chmielewskiego. Już pierwszy kontakt z piłką Lupka zakończył się pięknym golem z dalszej odległości na 4:0. Rozpoczął on zresztą okres bardzo dobrej gry PLE Zdrowia, po którym na chwilę do głosu doszły jednak Atomówki. Tego dnia najmłodsza drużyna w tym sezonie nie potrafiła jednak stworzyć dużego zagrożenia i Stachecki był praktycznie bezrobotny. Tak zbliżyliśmy się do samej końcówki, w której znowu świetną akcją i golem po niej popisał się Rżanek. W samej końcówce dużym sprytem wykazał się jeszcze Roman Kowalczyk, który przepuścił podanie Lubczyńskiego dając tym samym piłce możliwość wpadnięcia do bramki, z której ta rzecz prosta musiała skorzystać. Ostatecznie stanęło więc na spokojnym 6:0, jeszcze pewniejszym niż poprzednie zwycięstwo z BKLAKĄ. Cechy wspólne tych spotkań to obecność Artura Kowalczyka i przeciwnik z dolnych rejonów tabeli. Okazja do pokazania się na tle mocnych przeciwników już w niedzielę, kiedy to na PLE czeka POL-HUN. Jeśli chodzi o Atomówki to czekamy na występy podobne do tego z LKS-em. Niedzielny mecz nie przypominał jednak tego remisowego w żadnym stopniu.

Strzelcy: M.Lubczyński(2), Rżanek(2), R.Kowalczyk, A.Kowalczyk

Sonata 7:1 Galacticos

Pierwsza połowa przypominała trochę mecz Startu Brzeziny z BKLAKĄ, choć trzeba przyznać Sonacie, że grała lepiej od brzezinian. Oczywiście przewaga zielonych nie podlegała dyskusji, ale brakowało konkreyzacji. Galacticos dobrze się bronili i wyprowadzali kontrataki, które przy odrobinie dokładności naprawdę mogły zrobić Sonacie krzywdę. Raz koluszkowskich faworytów uratować musiał nawet słupek. Co ciekawe najlepszym zawodnikiem Galaktycznych był stojący na bramce Klusek, który nie tylko dobrze spisywał się w roli golkipera, ale sam próbował rajdów i robił sporo wiatru pod bramką rywala. W końcu nadeszła jednak krytyczna minuta 14, kiedy to świetne okazje mieli Bryszewski i Piotr Grobelny i za którymś razem temu drugiemu udało się wcisnąć piłkę do siatki. Niektórzy pewnie pomyśleli, że teraz worek z bramkami się rozwiąże. Jeśli tak, to mieli rację, bo jeszcze przed przerwą skutecznym lobem popisał się Krystian Nasalski, dla którego był to pierwszy mecz w tym sezonie..

..a po kilku minutach drugiej odsłony meczu było już 5:0. Katami Galaktycznych okazali się właśnie Nasalski i Piotr Grobelny, rozgrywający najlepszy mecz w tegorocznej kampanii. Zadowolona wysokim prowadzeniem Sonata spuściła potem z tonu, oddała inicjatywę, co powinno się zemścić, ale znowu w sukurs prowadzącym przyszedł słupek. W 24 minucie znowu do głosu doszli wielokrotni medaliści. Tym razem z pierwszej piłki szpicem buta skutecznie uderzył nie będący jednak w tak wysokiej formie jak w poprzednich meczach Krzysztof Grzelak. W końcówce spotkania Sonata stała się mniej dokładna, choć Piotrowi Grobelnemu wyszło jeszcze podanie do pustej do Michała Grabskiego. Zasłużonego gola zdobyli jednak też Galaktyczni. Nie najlepiej przy strzale Starosty zachował się Adamczyk i na tablicy pojawił się ostatecznie wynik 7:1.

Strzelcy: P.Grobelny(3), Nasalski(2), Grabski, Grzelak – Starosta

LKS Gałkówek 1:3 Czerwone Diabły

Miało być łatwo, przyjemnie i wysoko. Nie było, choć najważniejsze i tak są punkty, a te zostały rozdysponowane jak najbardziej zgodnie z planem. Na szczęście w tym sezonie mniej jest spotkań kończących się olbrzymią różnicą goli, jak było np. w poprzednim. Pierwsza połowa była zaskakująca. Diabły atakowały, ale LKS kontrował i Chmielewski miał swoje okazje. Nie zawodził jednak Wątorowski, którego i tak przyćmił notujący kolejny świetny występ Cieplucha. Najładniejszą jego interwencją była chyba to po strzale z bardzo daleka Jakuba Sztuki. Do pełni zadowolenia po pierwszej części gry LKS-owi zabrakło tylko lub aż gola i utrzymania czystego konta. Temu ostatniemu zapobiegł Damian Waszczykowski, który zdobywa w tym sezonie ważne bramki dla Diabłów. Niestety dla Gałkówka tego trafienia dało się uniknąć, ale błąd popełnił weteran Susik.

Po przerwie obraz gry się nie zmienił. LKS Gałkówek nie miał podstaw do zmiany stylu gry i tego nie zrobił. Nadal był groźny w kontrze i po jednej z nich wywalczył rzut wolny, którego na gola zamienił Adrian Brzeziński. Długo Diabły nie denerwowały się jednak uciekającym zwycięstwem, bo bardzo szybko na trafienie rywali swoim golem odpowiedział Jakub Sztuka. Ten ostatni to chyba najlepszy w tym sezonie zawodników Czerwonych Diabłów. W tym spotkaniu po raz kolejny potwierdził swoją wyższość na przykład nad praktycznie bezużytecznym Jakubem Perkiem. Po długiej przerwie do gry wrócił natomiast Gicel, ale i on na razie nie imponuje formą. Szansę na rehabilitację za błąd przy pierwszym golu miał w 27 minucie Susik. Po indywidualnej akcji strzelił jednak tak, że zdołano go zablokować. Po minucie Diabły za długo wykonywały aut, co poskutkowało stratą piłki w niebezpiecznym miejscu i szansą Chmielewskiego. Karol nie trafił jednak, a była to ostatnia okazja na punkt dla LKS-u. W ostatniej akcji meczu świetną ocenę Ciepluchy pogorszyła bowiem trochę nieudana interwencja przy strzale Duczka na 3:1. Mimo wszystko jednak LKS-owi należą się brawa za postawę w tym meczu. A Diabłom za zwycięstwo jeszcze większe.

Strzelcy: Brzeziński – Waszczykowski, Sztuka, Duczek