dodrugiej

Pierwsza kolejka po podziale – relacja.

Pierwsza kolejka po podziale rozpoczęła się od wysokiej wygranej Startu nad Sonatą, chociaż różnica czterech goli to nic przy pogromie jaki PLE Zdrowie sprawiło Sonacie. Kryzys Czerwonych Diabłów się nie kończy, co świetnie wykorzystały Misie, wychodząc tym samym na trzecie miejsce w tabeli. Mecz życia rozegrał Susik i poprowadził LKS do ogrania Atomówek. Na koniec POL-HUN nie dał się zaskoczyć Marianom.

Sonata 1:5 Start Brzeziny

Start Brzeziny już raz Sonatę w tym sezonie ograł, ale przy udziale Roberta Łakomego. Skończyło się to walkowerem i trzema punktami dla koluszkowian, co musiało brzezinian dodatkowo motywować przed rewanżem. Było to zresztą widać po bardzo mocnym składzie Startu na ten mecz, oczywiście już bez Łakomego. Okazało się jednak, że to wcale nie jest on potrzebny do efektownej i bardzo skutecznej gry, chociaż kilka poprzednich meczów tegorocznej kampanii mogłoby na taką zależność wskazywać. Sonata niestety drugi raz w weekend musiała sobie radzić bez Nasalskiego, więc znowu siła ofensywna drużyny już wicelidera poważnie zmalała. W praniu wyszło, że rzeczywiście Pachowski nie miał specjalnie dużo roboty, a piłkarze Sonaty musieli skupić się rozbijaniu ataków ustępujących mistrzów. Dwóch rozbić się nie udało i to właśnie po nich z goli cieszyli się Jedynak i nastawiony młody Koperniak.

W drugiej połowie obraz gry się nie zmieniał, nadał było bardzo twardo, miejscami oczywiście nieczysto, ale padło znacznie więcej goli. Strzelanie szybko zaczął Start. Adam Grobelny na początku połowy został sam naprzeciw Jedynaka i Matusiaka, ci spokojnie sklepali piłkę i popularny Siwy trafił do pustej. Potem z Adamem na plecach za polem karnym znalazł się Borowski, zdołał się jednak odwrócić i uderzyć pięknie w okienko. Start wcale jednak nie miał przewagi jeśli chodzi o posiadanie piłki. Szczególnie w drugiej połowie było widać, że brzezinianie nie mają ambicji zdominowania rywala w tym elemencie. Sonata nie potrafiła jednak przedostać się pod bramkę Pachowskiego, a w każdym razie nie udawało się to jej często. Jedynym zagrożeniem, chociaż z racji na nikłą jakość uderzeń małym, były próby z dystansu braci Bryszewskich. Obrona Startu w końcu wyglądała bardzo dobrze. O ataku świadczą oczywiście kolejne gole. W tyłach zielonych nie działo się najlepiej. Kilka z groźnych akcji Startu wynikło po prostu z niebezpiecznych strat koluszkowian gdzieś na własnej połowie. Zdecydowanie zbyt często faulował Adam Grobelny, co wprowadzało nerwowość i niepotrzebne wykluczenia, chociaż oczywiście przeciwnicy również nie byli święci. Ciekawą była ostatnia akcja spotkania, kiedy to faulowany przez defensora Sonaty piłkarz Startu nie przewrócił się, a kontynuował akcję i pokonał Adamczyka. Być może było to spowodowane fatalnym rozgrywaniem rzutów wolnych przez zespół w ciemnoczerwonych strojach. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 5:1, bo starający się od początku meczu Krzysztof Grzelak trafił raz w okienko i dał trochę radości kibicom Sonaty.
Strzelcy: Grzelak – Jedynak, Koperniak, Borowski, Skwarek, Matusiak

PLE Zdrowie Rogów 12:0 BKLAKA

BKLAKA przystąpiła do spotkania z Bartoszem Kacperskim między słupkami, co oznaczało, że w bramce tej drużyny stanął już trzeci bramkarz w tym sezonie. Niestety dzień po swoim najlepszym występie w tym sezonie zawodnik ten miał dużego pecha. Musiał wyciągać piłkę z siatki aż dwanaście razy, a i tak kilka strzałów zatrzymał. Oprócz niego na boisku przebywało jednak tylko czterech BKLAKowców, a grali z pewnie najlepszym zespołem Grupy Aspirującej. Musiało się więc skończyć pogromem i tak też się stało. PLE Zdrowie szybko zyskało ogromną przewagę, co były oczywiście spowodowane głębokim cofnięciem się ich koluszkowskich rywali. Nowinki taktyczną w szeregach rogowian było przesunięcie Michała Mankiewicza na pozycję numer 9. Nominalny obrońca i kapitan zespołu zdobył dzięki temu swoje pierwsze gole w tym sezonie. O okolicznościach, w jakich on i pozostali Europejczycy do bramki trafiali nie ma co pisać. Gole były oczywiście różne, ale niezmiennie ich strzelanie nie było żadnym problem, a Kacperski w bramce zazwyczaj zwyczajnie mógł tylko czekać na egzekucję. Kilka z nich padło też w sytuacji, kiedy próba kontry BKLAKI kończyła się niepowodzeniem i zaangażowani w nią zawodnicy zrezygnowani widzianym na tablicy wynikiem nie starali się już nawet wrócić. Spośród zwycięzców warto wyróżnić Romana Kowalczyka, który ostatecznie trafił 6 razy i dogrywał swoim kolegom Mankiewiczowi i Ostrowskiemu. Szkoda tylko, że nie było Artura Kowalczyka. Zastępując w ataku Mankieta mógłby wykonać w niedzielę szturm na koronę króla strzelców rozgrywek.
Strzelcy: R.Kowalczyk(6), Mankiewicz(4), Ostrowski(2)

Misie 3:2 Czerwone Diabły

Misie i Czerwone Diabły prawie od początku sezonu toczą czasem korespondencyjny, a czasem bezpośredni bój o trzecie miejsce w ligowej tabeli. Jest ono dość istotne, w końcu tylko będąc na podium dostaje się trofeum, medale i trafia do zakładki historia, której obecnie na stronie nie ma, ale na pewno się w końcu pojawi. Na tę chwilę wyżej są brzezinianie, którzy w ostatni styczniowy weekend wygrały oba mecze i zgromadziły 6 punktów, przy zerze Diabłów. Drugi z tych meczów to właśnie bezpośrednie starcie. Faworytem wydawali się koluszkowianie. W końcu Waszczykowski mógł zagrać z przodu, bo do dyspozycji był bramkarz Wątorowski. Bardzo dobrze w porównaniu z sobotą wyglądała obrona, przynajmniej na początku meczu. Uważna gra w tyłach i w środku zmusiła Misie do sięgania po długie podania. Żadne z nich nie miało jednak szans zagrozić Diabłom. Niespodziewanie to jednak atakowana i zmuszona do kontrowania drużyna z sąsiedniego miasta wyszła na prowadzenie, dzięki rozgrywającemu najlepszy mecz w swojej dotychczasowej historii Kolasie i podaniu Grochowalskiego. Diabły szybko jednak odpowiedziały golem Waszczykowskiego w jego doskonale znanym i ciągle nierozpracowanym stylu, czyli po zastawieniu się.

Remis do przerwy zapowiadał emocje w drugiej połowie. Diabły wyglądało w niej słabiej niż w pierwszej. Nadal Duczek trzymał obronę, ale efektownej gry podaniem było trochę mniej, choć jak w każdym meczu zdarzały się ładne klepki. Znowu jednak to Misie jako pierwsze znalazły drogę do siatki. Świetny występ potwierdził Grzegorz Kaźmierczak. Tym razem co prawda nie poprawił dorobku bramkowego, ale przeskakując nad piłką podaną przez Myszkiewicza i tak może sobie zapisać duży udział przy golu, który obciąża jednak kontro Wątorowskiego. Na to trafienie Diabły też potrafiły odpowiedzieć szybko. Tym razem punkty ratować postanowił najlepszy strzelec ligi – Jakub Sztuka. Aha, w niedzielę nie miał on partnera w osobie Jakuba Perka, który na pewno mógłby przesądzić mecz na korzyść Diabłów. Udało się to za to Kolasie, który pewnie wykończył dobre podanie Kępy ze skrzydła i ustalił wynik meczu na 3:2. Asystent mógł jednak podawać dzięki pomyłce Diabłów. Z niegroźnej bowiem na pierwszy rzut oka sytuacji boiskowej zrobiło się nagle dwóch na jednego i padł gol na wagę trzeciego miejsca. Walka o nie będzie pewnie trwać jeszcze długo, bo straty punktów są wpisane w Grupę Mistrzowską. Przed Misiami rewanż ze Startem, a mistrzowie będą chcieli się zrewanżować za porażkę z Rundy Zasadniczej, która podcięła im skrzydła. Diabły mają jeszcze trudniej, bo zagrają z POL-HUN-em.
Strzelcy: Kolasa(2), Myszkiewicz

LKS Gałkówek 4:1 Atomówki

Pamiętamy dobrze świetne spotkanie tych drużyn z pierwszej rundy rozgrywek. Tym razem LKS Gałkówek również zdobył cztery gole, ale Atomówki zagrały słabiej niż na początku sezonu. To jednak młoda drużyna prawie wyszła na prowadzenie dzięki bardzo ładnemu strzałowi prawie w okienko Mikołaja Kamińskiego. Działo się w to 6 minucie, a dokładnie sto osiemdziesiąt sekund później Adrian Brzeziński pokazał, że jest w dobrej formie, i równie ładnym uderzeniem pokonał Bedełka. Po chwili LKS powinien prowadzić wyżej, ale Adrian pokusił się o kolejny strzał, a wystarczyło podać do Susika. Nie można jednak odebrać temu zawodnikowi bycia najjaśniejszą postacią pierwszej połowy, chociaż Kartasiński i Chmielewski również sprawiali obrońcom Atomówek niemałe problemy.

W drugiej połowie to trio cały czas grało bardzo dobrze, ale dołączył do niego Brdoń i to on podwyższył na 2:0, zdobywając trzeciego gola w weekend. Atomówki w drugiej części meczu atakowały rzadko i nie przesadnie groźnie, chociaż Brodeckiemu udało się pokonać Łukasza Ciepluchę.Prawdziwym wydarzeniem meczu była jednak dopietta jak powiedzieliby Włosi Susika, który zagrał jak na siebie bardzo dobrze i do tego wreszcie mógł zacisnąć pięść po swoich trafieniach. Tak naprawdę gdyby jego podopieczni chętniej mu podawali, Odziadzia-Ofoe Susik mógłby zaliczyć w niedzielę hat-tricka.Wracając na ziemię trzeba przyznać, że był to drugi z rzędu udany występ LKS-u, chociaż Atomówki postawiły znacznie mniejszy opór niż Galacticos dobę wcześniej.
Strzelcy: Susik(2), Brdoń, Brzeziński – Brodecki

POL-HUN 3:1 Mariany

W ostatnim meczu kolejki POL-HUN bez większych problemów ograł Mariany i to bez udziału Łukasza Chojeckiego. Nie udało się Marianom zaskoczyć drugiej potęgi w jeden weekend, ale i tak wejście do szóstki to dla tej drużyny duży sukces, a i w decydującej fazie rozgrywek coś na pewno Goździk i spółka ugrają. Z POL-HUN-em lider Marianów niestety prawie nie istniał, został skutecznie wyłączony z gry w ofensywie. Jeśli chodzi o najlepszych graczy na placu to wyróżnić trzeba Krzysztofa Grobelnego, który od początku nękał przeciwników dobrymi akcjami i uderzeniami. Strzelanie w 9 minucie zaczął jednak Głyda, który huknął z czuba od poprzeczki i nie dał szans Tomczykowi. To właśnie strzelec zdołał wyłączyć w tym meczu Goździka. Najlepszym obrońcą Marianów był natomiast Romanowski, który bardzo odpowiedzialnie starał się trzymać w ryzach całą tę formację.

W drugiej połowie klasę potwierdził Golański, który zresztą świetnie wyglądał od samego początku meczu. Teraz dołożył jeszcze gola, choć nie oszukujmy się, strzał nie był najwyższego sortu. Piłka do bramki jednak wpadła i trudno było myśleć o come-backu Marianów, nawet mając w pamięci sobotni popis. Udało się jednak tej drużynie zdobyć bramkę kontaktową, co ciekawe, również po nie najlepszym strzale autorstwa Skorzyckiego. Jacek Jankowski jako bramkarz został więc pokonany po raz pierwszy w sezonie i ten pierwszy raz był jednocześnie błędem nominalnego pomocnika. Wielu emocji jednak nie mieliśmy, bo o spokojną końcówkę spotkania zapracował Krzysztof Grobelny, który wreszcie strzelił nie tylko mocno, ale i skutecznie. Potem okazję do podwyższenia miał jeszcze Stasiak, ale nie był wystarczająco dokładny.
Strzelcy: K.Grobelny, Golański, Głyda – Skorzycki