startztytulem

Startu Brzeziny zwycięstwo w hicie i lidze – relacja z 15 kolejki

Poprzednia niedziela była dniem, który wyłonił mistrza. Po fantastycznym meczu Start Brzeziny zapewnił sobie tytuł, emocji nie brakowało, a bohaterem zostali Łakomy i Olejniczak. Nie oznacza to jednak, że ostatnia kolejka będzie już tylko przyjaznym dokończeniem rozgrywek. Nadal sprawą otwartą jest jednak drugie miejsce.

gfgf5,

Sonata niestety nie może zaliczyć tego sezonu do udanych. Smutna jest też jego końcówka. Na przedostatni mecz z FC Gałkówkiem zieloni przyszli w piątkę, więc zaczęli w osłabieniu. Na szczęście po jakimś czasie na parkiecie pojawił się Przemysław Malinowski. Do przyjścia zawodnika z numerem dwanaście na plecach FCG grał spokojnie po obwodzie, ale zbyt wolno, by rozerwać obronę Sonaty. Oczywiście wyżej notowana drużyna miała swoje okazje, ale mimo wszystko jak na grę w przewadze nie była to najlepsza gra żółto-czarnych. Malina wprowadził trochę zamieszania i dwukrotny mistrz odegrał się trochę groźniejszymi akcjami, ale w końcu to Gałkówek wyprowadził w końcu bardzo szybką kontrę, Waleski podał do Karola Chmielewskiego i było 1:0.

Od początku drugiej połowy było widać, że na boisku przebywa już po tyle samo osób w każdej z drużyn. Sonata potrafiła już zagrozić Cienkuszowi. Znowu jednak sprawy w swoje ręce wziął Waleski, który tym razem dograł do Karpińskiego, a ten w stylu Lubczyńskiego pokonał Wątorowskiego. W ogólnie przeciętnej grze FCG pojawiały się więc przebłyski i to one dały gałkowianom prowadzenie. Druga bramka to minuta 22, a już trzy minuty później Paweł Kartasiński, który spuścił z tonu i jesli już gra, to gorzej niż na początku sezonu, płaskim strzałem podwyższył na 3:0. Wydawało się więc, że wszystko było już rozstrzygnięte. W 28 minucie Krzysztof Grzelak dał jednak impuls do powrotu i na wielkim spokoju, passówką strzelił od słupka do siatki. Również konstrukcję bramki do zdobycia gola wykorzystał Nasalski, z tym że w tym przypadku uderzenie było oczywiście dużo mocniejsze. Sonacie brakowało więc już tylko jednego gola, a szansa na jego zdobycie była wielka. Cienkusz popełnił bowiem bardzo duży błąd: wyszedł daleko i podał wprost do Grzelaka. Ten pod presją czasu nie trafił jednak do bramki i ostatecznie po słabiutkim meczu FCG wygrał 3:2.

Strzelcy: Nasalski, Grzelak – Kartasiński, Karpiński, Chmielewski

gfgf4

Misie wygrywając z OSIR-em zapewniły sobie zwycięstwo w Grupie Aspirującej (dowiadując się o tym po zakończeniu meczu BKLAKI). Dla młodych zawodników porażka oznacza ostatnie miejsce w tabeli, ale oczywiście nie o lokaty, a o ogranie się ze starszymi, chodziło. Po raz kolejny w bramce brzezinian stał Malczak, a Kuba Miszkiewicz nie odstawał od reszty drużyny jako zawodnik z pola. Dużym osłabieniem był brak Mariusza „Małego” Kaźmierczaka. Pod jego nieobecność za otwarcie wyniku wziął się Grzegorz „Kazik” Kaźmierczak. Stracony gol trochę ruszył OSIR, pojawiły się jakieś strzały na bramkę Malczaka. Nie dało się jednak oprzeć wrażeniu, że ataków najmłodszej z drużyn było mniej, niż w ostatnich dwóch spotkaniach. Na przerwę drużyny schodziły przy wyniku 1:0 dla Misiów, co z przebiegu gry nie mogło być zaskoczeniem.

Ubrani na niebiesko-biało podopieczni Gabriela Kiliana dużo lepiej weszli w drugi kwadrans zmagań. Zagrożenie w pierwszych 7 minutach tej części gry potrafili sprawić Potulski i Szklarek. Dobrze w bramce spisywał się także Marcel Hadała. OSIR-owi brakowało jednak dokładności i takiej pewności siebie. W 26 minucie trochę tej ostatniej pokazał Wojtek Jagiełło, ale po jego kilku akcjach obudził się Łukasz Markiewicz, który skompletował hat-tricka i ustalił wynik meczu na 4:0. Zdecydowanie to on zasługuje więc na miano najlepszego zawodnika spotkania, które specjalnie nie zachwyciło. Było także ostatnim występem OSIR-u w tym sezonie. Za te kilkanaście meczów należy wyróżnić indywidualnie Wojtka Jagiełłę, Adama Potulskiego i Huberta Woźniaka. Jeśli chodzi o całą drużynę to podobać mogło się rozgrywanie od tyłu i cierpliwe budowanie akcji. Misie mają jeszcze jedno starcie przed sobą, więc podsumowanie zostawię na później.

Strzelcy: G.Kaźmierczak, Markiewicz

gfgf3

Pamiętamy doskonale pierwsze starcie LKS-u i BKLAKI i gorącą atmosferę przed nim. Wtedy górą była drużyna koluszkowska, tym razem stanęło na podziale punktów. W bramce Gałkówka na początku stał Piotr Susik, ale dość szybko przyszedł najjaśniejszy punkty tej drużyny w szesnastej edycji Ligi Halowej, czyli Piotr Fortecki. Lepiej zaczęła BKLAKA. Fortecki musiał bronić dobre strzały Michała Wójcika i Piotra Wojtaszka. Z tyłu znowu pewnie radził sobie Marcin Frączkowski. W 6 minucie własnie on dograł fantastycznie do swoich napastników, ale skończyło się tylko na przekombinowaniu Tosiaka po dobrym podaniu Meli. W 8 minucie odgryzł się Jaskulski, którego zatrzymał jednak Jacek Woźniak. Przed przerwą Jaskulski trafił jeszcze raz w słupek, a samo spotkanie było bardzo zacięte, wyrównane. Remis do przerwy był jak najbardziej sprawiedliwy.

Lepiej w drugą część gry wszedł LKS. Jaskulski kilka razy nie na żarty sprawdził Woźniaka, a Fortecki był bezrobotny. W końcu jednak padła bramka dla.. BKLAKI. Szansy na dobitkę nie zmarnował nieoceniony w tym sezonie Mateusz Mela. Niedługo później Fortecki nie zachował się najlepiej przy kolejnym strzale Meli i LKS zaczął przegrywać dwiema bramkami. LKS nie posypał się jednak, Jaskulski nadal dwoił się i troił by uratować wynik. To nie on jednak zdobył bramkę kontaktową, a Mariusz Pawłowski. Zrobił to głową po wrzutce z rzutu wolnego. Kilkanaście sekund później BKLAKA zrobiła jakiś błąd w obronie, Susik doszedł do strzału i pokonał Woźniaka, doprowadzając do remisu. Końcówka należała więc do LKS-u. W 30 minucie Jaskulski wykonywał jeszcze rzut wolny, ale trafił w mur. Skończyło się więc na zasłużonym 2:2. Warto tutaj wspomnieć o tej bramce z główki. LKS Gałkówek jest drużyną, która zdecydowaną większość rzutów wolnych i tych z autu wykonuje dośrodkowując piłkę. Zazwyczaj nic z tego nie wychodzi i na siebie denerwują się sami zawodnicy drużyny. W końcu jednak udało się zdobyć tego gola po wrzutce, i to takiej urody, w tak prestiżowym meczu. Brawo.

Strzelcy: Mela(2) – Pawłowski, Susik

gfgf2

W końcu nadszedł czas meczu o Puchar Burmistrza. Zwycięstwo Startu oznaczało, że to trofeum powędruje właśnie do Brzezin. Jeśli Diabły dałyby radę sprawa mistrzostwa rozegrałaby się w ostatniej kolejce. Jeszcze przed syreną rozpoczynającą to widowisko wydawało się, że obrońcy tytułu mogą zatrzymać lidera. Brzezinian nie było bowiem bardzo długo. W końcu jednak wrócili z meczu sparingowego i wybiegli na parkiet. Po dwudziestu sekundach i bramce Huberta Marczyka szanse Diabłów jeszcze wzrosły. Już w 2 minucie Robert Łakomy potwierdził jednak genialną formę i dobitką wyrównał wynik meczu. Nie byłoby tego gola gdyby nie wcześniejsze przejęcie Jarosława Janowskiego. Dwie minuty później Janowski strzelił w słupek. Ewidentnie więc Start zaczął grać w piłkę. W 5 minucie Łakomy piętą skierował piłkę w Adamczyka. Przewaga gości rosła. Świetnie radził sobie też Borowski. W 9 minucie Łakomy odegrał do Matusiaka, ten wstrzelił piłkę w pole karne, a chyba Adrian Marczyk skierował ją do własnej bramki. Już po minucie sędzia odgwizdał faul Janowskiego w okolicach własnego pola karnego. Z jego linii rozegrano rzut wolny na tyle sprytnie, że ten sam Adrian Marczyk wyrównał. W 13 minucie kolejną cudowną akcję rozkręcił Łakomy, ale Startowi zabrakło trochę, żeby pokonać Adamczyka. Zaraz Brzeziny powtórzyły tę sztukę, a przed samą przerwą skontrowały Diabły. Perek świetnie zgrał do Łapina, a Tomasz pewnie pokonał Pachowskiego. Mieliśmy więc wynik 3:2 dla Diabłów i zapowiedź wielkich emocji w drugiej połowie.

Pierwsze minuty drugiej odsłony to bardzo głęboka defensywa Czerwonych Diabłów. Start zepchnął rywala we własne pole karne, ale nie zdołał wcisnąć piłki do siatki. Nie wiem, czy nie zatrzymał jej ręką jeden z obrońców triumfatorów sprzed roku. Tak czy inaczej rzutu karnego nie było. Były natomiast dwa bardzo słabe strzały Waszczykowskiego, który nie może zaliczyć tego meczu do udanych. W 20 minucie wydarzyła się sytuacja dziwna. Z trybun zaczęły lecieć niebezpieczne przedmioty, a Startowi przyznano rzut karny, na pewno mniej ewidentny od tego sprzed kilku chwil. Do ustawionej na wprost bramki piłki podszedł Olejniczak i pewnie uderzył tak, że Adams nie miał nawet czego zbierać. Trzy minuty później Marcin znalazł się w dość podobnej sytuacji, tzn. został z piłką sam vis a vis bramki, nieatakowany przez defensorów. Poczekał chwilę i strzelił w okienko, przywracając Startowi prowadzenie w tym fantastycznym meczu. W 25 minucie jedna z wielu akcji na linii Łapin – Perek przyniosła strzał w poprzeczkę. Chwilę później pudło kolejki zanotował Łakomy. Po nim zawodnicy nie wytrzymali i zaczęła się niepotrzebna szamotanina. Gdy już opanowano sytuację Start wybronił minimalne zwycięstwo i mógł cieszyć się z pierwszego mistrzostwa w historii. Oczywiście Diabły miały jeszcze swoje sytuacje, na czele z tą po rajdzie Adamczyka z bramki i strzale, który prawie przedziurawił Pachowskiego, ale to Start świetnie rozszerzał grę, długo wymieniał piłkę i ostatecznie zwyciężył. Oglądanie takich meczów to prawdziwa przyjemność. W okolicznościach wielkiego hitu jak w ryba w wodzie czuli się najwięksi, czyli Łakomy, Olejniczak i Perek. Radził sobie także świetnie Tomasz Łapin. W tym sezonie Diabłom zabrakło jednak formy braci Marczyków. Zobaczymy co ta drużyna i jej kapitan Piotr Boczyluk przygotują na następną kampanię.

Strzelcy: Łakomy, Olejniczak(2), sam – Łapin, A.Marczyk, H.Marczyk

gfgf1

Od razu poziom emocji zmalał, dobrze że Jacek Jankowski popisał się jednym genialnym podaniem do Macieja Kołady, bo inaczej spotkanie POL-HUN – PL Europa zawiodłoby na całej linii. Oczywiście na tę ocenę wpływa fakt poprzedniego, wyjątkowego meczu. Stroną przeważającą w pierwszej połowie był POL-HUN. Europie przeszkadzał na pewno brak Krzysztofa Trzewikowskiego. W ataku próbowali go zastąpić Rżanek i Ostrowski. W 14 minucie ten drugi sfaulował na tyle poważnie, że dostał minutę kary. Z rzutu wolnego spudłował jednak Warda. W ostatniej akcji połowy z daleka przymierzył jeszcze Roman Kowalczyk, ale Daniel Grobelny nie dał się zaskoczyć. W grze POL-HUN-u widać znowu widać było przesadę w próbach akcji indywidualnych. Na pewno bardziej drużynowo grała Europa, ale nie wynikało z tego wiele.

Piętnaście sekund po przerwie znowu Grobelny świetnie spisał się w bramce, tym razem po akcji Lubczyńskiego. Kolejnym wartym opisania momentem było już fantastyczne podanie Jacka Jankowskiego do Kołady, o którym wspominałem na wstępie. Oczywiście poza asystą piękny był także sam gol Macieja. Po wyjściu na prowadzenie POL-HUN przeprowadził jeszcze kilka akcji i Rafał Kowalski musiał złapać kilka piłek. Także i w tej części meczu walcząca o podium drużyna wykonywała rzut wolny, ale udało się jedynie strzelić w mur. PL Europa próbowała dziś głównie za sprawą Romana Kowalczyka, widoczny był brak napastnika i dokładności, bo sporo podań wylądowało na aucie. Końcówkę europejczycy grali już bez bramkarza, ale nawet to nie pomogło w stworzeniu klarownej sytuacji. Zwycięstwo POL-HUN-u znacznie przybliżyło tę drużynę do srebrnego medalu, bo za tydzień czeka ją spotkanie z przegrywającą wszystko Sonatą, a FCG gra ze Startem. Europa już w sobotę zapewniła sobie 5 miejsce i jest to chyba miejsce, które w pełni oddaje formę tego zespołu w szesnastej edycji Ligi Halowej.

Strzelcy: Kołada

————————————-

W kolejce padło łącznie 17 goli, co daje niską jak na ten rok średnią 3,4 bramki na mecz. Najlepszy mecz to oczywiście ten, który wyłonił mistrza, a najładniejszą bramkę udało się strzelić Maciejowi Koładzie. Za tydzień ostatnia seria gier, ostatnie dwie i pół godziny ligowych emocji, a trochę później także ostatnie relacje i szóstka kolejki. Oczywiście nie zabraknie pewnie jakichś tekstów podsumowujących.