kkkkkk

Świetny start i ucieczka Sonaty.. – relacja z 8 kolejki Ligii

W ósmej kolejce stało się to, na co się od jakiegoś czasu zanosiło. POL-HUN wreszcie stracił punkty (choć nie przegrał) i jedyną wygrywającą wszystko drużyną w lidze pozostała Sonata, która rozgromiła PLE Zdrowie 7:2. Dobre drugie połowy dały trzy punkty Marianom i Galacticos. Spóźnienie LKS-u Gałkówek sprawiło, że Start urządził sobie towarzyską gierkę na niskim poziomie trudności (tylko 4 przeciwników).

PL Europa 2:7 Sonata

Dziesięciominutowe spóźnienie okazało się wystarczająco długim, żeby ominąć aż trzy bramki. Wszystkie zdobyty przez zawodników Sonaty. Szybko więc mecz był rozstrzygnięty, tym bardziej, że Europejczycy tego dnia nie byli w stanie dostosować się do poziomu Sonaty. Prowadząca w tabeli drużyna bardzo szybko odzyskiwała piłkę, zyskując dzięki temu dużą przewagę w jej posiadaniu. Jeśli chodzi o ofensywę, to zieloni potrafili stworzyć sobie sytuację przy udziale zaledwie dwóch zawodników, i to jakby od niechcenia. Gol na 4:0 padł po popisowej kontrze w wykonaniu Piotra Grobelnego i Michała Dymowicza. Nie byłoby jej jednak gdyby nie fatalne podanie jednego z piłkarzy PLE. Po nieporozumieniu padł też gol na 5:0. Tym razem sprawiedliwość wymierzył Nasalski. Tak zimnego prysznica Stachecki się na pewno nie spodziewał.
Po przerwie prowadząca bardzo wysoko Sonata czuła się bardzo swobodnie. Adamczyk wychodził z bramki, pojawiały się kolejne sytuacje. Po akcji Konrada Bryszewskiego przytomnie jak zwykle zachował się Grzelak i dobił piłkę do bramki, ale nie omieszkał przy tym zrugać swojego kolegi za brak podania. W końcówce spotkania po kolejnej szybkiej akcji i klepce do pustej bramki piłkę skierował jeszcze Nasalski, znowu asystował Grobelny. Oczywiście do ideału Sonacie trochę w tym meczu zabrakło, bo ostatecznie straciła dwa gole. Działo się to przed swoim ostatnim trafieniem, a więc przy stanie 6:0. Wtedy to rzut wolny bardzo sprytnie wykonał Roman Kowalczyk, który zaskoczył wszystkich szybkością jego egzekucji i trafił do siatki. Była to kopia gola z Katarzynowem z pierwszego sezonu WLPN. Drugą bramkę dla PLE Zdrowia po akcji w swoim stylu strzelił Mateusz Lubczyński. To jednak na tyle z pozytywów w grze rogowian i negatywów w grze lidera. Dla tych pierwszych to raczej stracony sezon, a drudzy w takiej formie muszą myśleć o mistrzostwie.
Strzelcy: Lubczyński, R.Kowalczyk – Nasalski(3), P.Grobelny(2), Grzelak(2)

Atomówki 1:4 Mariany

Od bardzo mocnego uderzenia mecz z Atomówkami zaczął ten, dla którego nie jest to najlepszy sezon, a mianowicie Arkadiusz Kiraga. Pewnym strzałem z prawej flanki dał on Marianom prowadzenie już w 16 sekundzie meczu. Meczu dodajmy dość intensywnego i ciekawego, między innymi dzięki stałej aktywności Artura Szklarka. Przeważał jednak zespół starszy. Środkiem szarpał Patryk Romanowski, najlepiej w tym sezonie prezentował się Kiraga, spokój w tyłach wprowadzał Pawłowski. W cieniu na razie pozostawał tylko Marcin Goździk. W 12 minucie stało się jednak coś, co miało ten mecz jeszcze uatrakcyjnić. Gola wyrównującego strzeliły bowiem Atomówki. Prawdę mówiąc remis powinien być już wcześniej, bo strzał na pustą bramkę oddał Marcin Lipiński, ale zrobił to zbyt lekko i Tomczyk zdążył nogami uratować swój zespół. Po dwóch minutach nie zdołał jednak sparować strzleonej precyzyjnie przez Brodeckiego piłki i było 1:1. Ważnym akcentem pierwszej połowy było tez bardzo brzydkie potraktowanie łokciem Sasina przez Goździka..
..po nim bowiem filigranowy zawodnik dostał karę, która skończyła się już w drugiej połowie. Gdy Marcin wszedł na boisko po odsiedzeniu swoich dwóch minut grał już na zupełnie innym poziomie. Najpierw strzelił cudownie w okienko na 2:1, potem po ładnym rajdzie podwyższył też na 3:1. Nie dało się go zatrzymać. Tak jak całych Marianów zresztą, bo szybko ładnie od słupka trafił jeszcze Romanowski i było po meczu. W końcówce zaatakowały Atomówki, Mariany musiały się cofnąć, ale innych goli nie oglądaliśmy.
Strzelcy: Brodecki – Goździk(2), Kiraga, Romanowski

LKS Gałkówek 0:5 Start Brzeziny

Gałkowianie spóźnili się na mecz, mieli też do dyspozycji małą liczbę zawodników. Zespoły grały towarzysko, z tym że LKS w trzech w polu. Start zgodnie z planem zaczął zdobywać punkty i jest coraz bliżej Grupy Mistrzowskiej.

Galacticos 4:2 BKLAKA

Mecz zespołów, które spotkają się raczej na pewno jeszcze raz w Grupie Aspirującej. Jak można się było spodziewać spotkanie było od początku wyrównane. Drużyny tworzyły bardzo podobną, skromną dodajmy, liczbę sytuacji i trudno było wskazać stronę dominująco, choć na pewno dzięki Piotrowi Warchołowi to gra BKLAKI mogła się wydawać bardziej elegancką. W pierwszej połowie niewidoczny był jeszcze Hajduk, ale to nagle i z nieprzyjemnym skutkiem dla koluszkowian zmieni się w drugiej połowie. Pierwszy kwadrans był w ich wykonaniu ciut lepszy, co potwierdza zresztą bramka Tosiaka po indywidualnej akcji i minięciu dwóch przeciwników z okolic 12 minuty.
Druga połowa to już jednak prawdziwe one man show. Kolejny mecz swojej drużynie (którą przerasta) wygrał Krzysztof Hajduk. Bramkostrzelny piłkarz dołożył do swojego dorobku kolejne trzy trafienia w drugim kwadransie, robiąc to za każdym razem w inny sposób. Strzał z bliższej odległości – proszę bardzo. Z daleka? Nie ma problemu. Podanie otwierające, drybling itd – to wszystko Hajduk ma i po raz kolejny pokazał. I to mimo tego, że w bramce BKLAKI stał dobry specjalista jakim jest niewątpliwie Michał Wójcik. Oczywiście zwycięstwa gości spod Andrespola nie byłoby, gdyby nie lepsza niż na początku postawa całej drużyny. Swoją bramkę, także ładn, dołożył też Rudniak. W samej końcówce pięknie głową strzelał jeszcze Starosta, ale minimalnie chybił. Szkoda, bo takich goli nie widzi się często. Szkoda też, że BKLAKA nie pokazuje w meczach z zespołami na zbliżonym do siebie poziomie tego, co w starciach z dużo mocniejszymi przeciwnikami, gdzie i tak potem decydują indywidualności i punktów nie ma. Aha, na taką indywidualność w zespole BKLAKI zaczyna wyrastać Rafał Tosiak, który w tym meczu dołożył jeszcze gola na 4:2 i kontynuje dobrą serię z poprzedniej kolejki.
Strzelcy: Hajduk(3), Rudniak – Tosiak(2)

POL-HUN 1:1 Czerwone Diabły

Hit dnia i siłą rzeczy całego weekendu niestety zawiódł. Spodziewaliśmy się o wiele więcej, choć i tak oczywiście nudów nie było. Atrakcyjność meczu musiała ucierpieć, skoro na ławce większość czasu spędził Łukasz Chojecki, a na hali nie pojawił się Piotr Golański. Nie pamiętamy już tak dobrze, że bez nich POL-HUN był drużyną znacznie mniej efektowną, choć oczywiście potrafił zdobywać ligowe medale. Niedzielne spotkanie dobitnie nam to przypomniało. Pozytywnym zaskoczeniem pierwszych minut meczu był Damian Waszczykowski, który od razu na wejściu popisał się dobrym podaniem i groźnym uderzeniem na bramkę Grobelnego. POL-HUN bez swoich gwiazd nie mógł się odgryźć, więc dość szybko Chojecki został posłany na plac gry i od razu sprawił problemy Hubertowi Marczykowi, który przy pierwszym pojedynku musiał ratować się faulem. Tych ostatnich było zresztą w tym spotkaniu co nie miara, niekiedy także zawodnikom udawało się przewinienia wymusić. Chojecki szybko z boiska zszedł, ale POL-HUN pozostał na połowie rywali. Dwie akcje z prawej strony przeprowadził Stasiak, ale najpierw strzelał zamiast podawać do Kołady i skończyło się na słupku, a za drugim razem próbował podać, ale zrobił to źle. Ostatnie minuty pierwszej połowy podobnie jak początek meczu należały do Czerwonych Diabłów i to Daniel Grobelny miał więcej roboty. Trzeba jednak przyznać, że większość strzałów była oddawana po kolejnych faulach i rzutach wolnych.

Drugi kwadrans szlagierowe starcia nie przyniósł żadnych zmian w obrazie gry. Nadal trochę lepsze były Diabły i nadal rzadko z ławki podnosił się król strzelców z poprzedniego roku – Łukasz Chojecki. Poprawiła się jednak ogólna jakość oglądanego widowiska. Mecz był po prostu lepszy, niż przed przerwą. Padł też w końcu wyczekiwany gol, ale jego zdobywcy żaden z typerów poprawnie nie wskazał. Ciapka pokonał bowiem Adrian Marczyk, któremu udało się w końcu ograć Piotra Głydę. Za ciosem pójść chciał Jakub Perek. Przeprowadził dwa rajdy jak za swoich najlepszych czasów, ale słupek to wszystko, co udało mu się osiągnąć. Czasu było coraz mniej, wygrała Sonata, na horyzoncie coraz bliższe bardzo trudne mecze w Grupie Mistrzowskiej – POL-HUN musiał w końcu zaatakować. Tak się stało, drużyna w białych strojach osiągnęła przewagę, choć miała problem ze stworzeniem klarownej sytuacji. W takich okolicznościach duże rozczarowanie muszą czuć Diabły, bo udało się POL-HUN-owi w końcu wyrównać. Daniel Grobelny rzucił piłkę bardzo daleko, aż w pole karne rywali, tam główkę z Chojeckim przegrał Duczek, a doskoczyć nie zdołał do niej Patryk Wątorowski. Remis – na tyle było stać osłabiony POL-HUN w starciu z Czerwonymi Diabłami. Przypominamy, że Sonata podobny mecz wygrała. Takie porównywanie potencjału zespołów jest oczywiście pozbawione sensu, ale emocji w walce o puchar możemy być pewni.
Strzelcy: Chojecki – A.Marczyk