DDSDSDAAAAAA

W oczekiwaniu na podział.. – relacja z 10 kolejki Ligii

Najsłabsza kolejka w sezonie i to zdecydowanie. Jedyny nadający się do oglądania mecz to starcie Diabłów z Misiami, które to drużyny pewnie do samego końca sezonu będą się bić o medale Ligi Halowej. Pozostałe mecze do zapomnienia, może oprócz PLE – LKS, gdzie zwycięstwo stało się faktem w jednej z ostatnich sekund spotkania. POL-HUN, Atomówki i Start miały mniejsze problemy z przeciwnikami.

BKLAKA 0:4 Atomówki

Niestety był to najsłabszy do tej pory występ BKLAKI, choć przyszłość pokaże, że może być jeszcze gorzej. W meczu z najmłodszą drużyną w stawce zespół dowodzony przez Bartosza Kacperskiego mógł być nawet uznawany faworytem, był w końcu wyżej w tabeli i częściej udawało mu się sprawiać dobre wrażenie. Nie tym razem jednak. Pierwszy gol dla Atomówek padł po podaniu przez całe boisko do Niźnikowskiego. Na 2:0 po kilku minutach podwyższył Brodecki. W 12 minucie ten sam zawodnik ładnie strzelił po długim słupku i właśnie od słupka odbiła się piłka. BKLAKA była praktycznie niegroźna, Atomówki atakowały często i groźnie. Jeśli już przegrywający spróbowali coś w przodzie, to w zasadzie zawsze tylko jednym zawodnikiem, który z obroną Atomówek nie miał tego dnia żadnych szans.

Szybko o zmianę wyniku w drugiej połowie postarał się Kamiński, któremu tym razem słupek nie przeszkodził i po kontakcie z nim piłka i tak do siatki wpadła. Oczywiście ciągle co jakiś czas BKLAKA spróbowała skontrować spokojnie i bez pośpiechu grające Atomówki, ale ogólnie Bedełek nie miał wiele roboty. Całkowitego spokoju drużynie Daniela Pawłowskiego dodał jeszcze gol Woźniak na 4:0 W 24 minucie udało się jednak starszej drużynie skonstruować pierwszą godną uwagi akcję. Michał Wójcik wymienił kilka podań z Tosiakiem i od razu było groźniej. Ogólnie spotkanie nie należało do najciekawszych, Atomówki mogły wygrać wyżej, gdyby miały trochę więcej skuteczności (Sytuacje Kamińskiego czy Lipińskiego). Udało im się jednak wywalczyć przedostatnie miejsce w tabeli.
H.Woźniak,F.Niźnikowski,M.Brodecki,M.Kamiński

Misie 0:3 Czerwone Diabły

Najlepszy mecz dnia, choć w tej rywalizacji wygrać nie było trudno, bo kolejka nie rozpieszczała mówiąc najłagodniej. Od początku wyróżniał się Jakub Perek. On i jego koledzy szybko zaczęli zatrudniać Kubę Miszkiewicza, tempo meczu musiało się podobać. Nadawały je Diabły, ale brzezinianie potrafili przeprowadzić kontratak. Mariusz Kaźmierczak zbyt daleko wypuszczał sobie jednak piłkę i nic z nich nie wychodziło. W 8 minucie świetny od początku Sztuka uderzył mocno pod poprzeczkę po podaniu z lewej strony i Czerwone Diabły wyszły na prowadzenie. Podawał Hubert Marczyk, a akcji nie zdołał powstrzymać nawet grający świetnie w defensywie Grochowalski. W pierwszej połowie największe zagrożenie ze strony Misiów miało miejsce chyba po niefrasobliwym zachowaniu Waszczykowskiego, który zastępował w bramce Wątorowskiego. Nominalny napastnik postanowił zabawić się za bardzo i musiał ratować się przed stratą wybiciem na aut.

W drugiej połowie Diabły kontynuowały świetną grę, Duczek jak zwykle inteligentnie rozpoczynał akcje, a Sztuka zbierał kolejne punkty do klasyfikacji kanadyjskiej. W jednej z akcji idealnie zrewanżował się Marczykowi za podanie z pierwszej połowy, a Hubert podwyższył pewnie na 2:0. Waszczykowski nie popełniał już błędów jeśli idzie o rozegranie, a potrafił też dobrze obronić kilka piłek, oczywiście nogami. W 24 minucie niemożliwej rzeczy dokonał Jakub Perek. Najpierw po rajdzie kolejki minął wszystkich przeciwników włącznie z bramkarzem, by z metra strzelić mocno w słupek. Zraziło go to chyba do strzelania, bo potem dogrywał już do Kwiatkowskiego na pustą bramkę i skończył mecz z asystą, choć na gola zasłużył (i próbował). W drużynie Misiów brakowało tym razem dokładności, a bez niej trudno pokonać Diabłów. Brzezinianie stracili miejsce na podium, ale jak się z czasem okazało – tylko na tydzień.
Strzelcy: H.Marczyk,A.Kwiatkowski,J.Sztuka

PLE Zdrowie Rogów 3:2 LKS Gałkówek

Pierwsza połowa trzeciego meczu kolejki nie zapowiadała żadnych emocji. W spotkaniu PLE Zdrowia z LKS-em Gałkówek faworytem byli ci pierwsi i potwierdzali taki osąd dużo lepszą grą od rywali w pierwszej połowie. W 6 minucie wyszli zresztą na prowadzenie po świetnej akcji Tomasza Addamczyka, który na prawej flance zachował się jak rasowy pomocnik i w pojedynkę umożliwił Arturowi Kowalczykowi kolejnego w sezonie gola. Najskuteczniejszy z braci pod koniec pierwszej połowy popisał się zresztą drugim trafieniem, tym razem po podaniu z lewej strony. LKS Gałkówek oprócz tego, że przegrywał, rozczarowywał także w samej grze. Wracający do gry po długim zawieszeniu Łukasz Płeska nie pokazywał w pierwszym kwadransie nic, schowany był nawet Karol. Ale to tylko pierwsza połowa..

..druga była zupełnie inna. Bardzo uaktywnił się zwłaszcza wspominany wyżej Płeska. Wicemistrz rozgrywek z zeszłego sezonu strzelał parokrotnie i w końcu zastępujący Stacheckiego Mankiewicz musiał skapitulować. Płeska pokonał nominalnego obrońcę dwukrotnie dobrymi, mierzonymi strzałami i było bardzo blisko podziału punktów. PLE Zdrowie musiałoby pluć sobie w brodę, gdyby rzeczywiście tak się stało, bo okazję do zabicia meczu mieli choćby Rżanek czy Artur Kowalczyk. Nie zrobili tego, LKS dzięki Karolowi i Płesce ruszył odważniej i w końcu udało się wyrównać. Artur Kowalczyk uratował już jednak w tym sezonie PLE Zdrowie tak wiele razy, że i teraz taki wyczyn specjalnie nie szokował. I mimo, że jego gol na 3:2 z prawie ostatniej sekundy spotkania był najprostszym z wszystkich strzelonych i to nie tylko tego dnia i tak to właśnie Arturowi należą się podziękowania ze strony kolegów, bo to w dużej mierze jego zasługa, że zespół Zdrowia walczył jeszcze o Grupę Mistrzowską (piszę to, gdy gra już w Grupie Aspirującej, gdzie Artur pewnie sobie postrzela).
Strzelcy:A.Kowalczyk(3)-Ł.Płeska(2)

Mariany 1:3 Start Brzeziny

Po tym meczu wydawało się, że Mariany raczej będą musiały walczyć o punkty wśród słabszych drużyn. W spotkaniu ze Startem Goździk i spółka nie mieli żadnych argumentów. Bardzo szybko na 1:0 strzelił coraz lepszy Borowski. Potem mocny strzał Jedynaka przełamał nogę Kiragi i było 2:0. Start rozgrywał od tyłu, w czym prym wiódł rzecz prosta Jarosław Janowski. Brakowało jednak trochę zdecydowania, przyspieszenia, tak żeby dobić rywala. Przez kilka minut nie udawało się zdobyć kolejnego gola, więc Mariany poczuły szansę na coś dla siebie. Oczywiście od szansy do gola jeszcze daleko, tym bardziej, że grający w ataku Skorzycki i Kołada nie potrafili tego dnia sforsować obrony obrońców tytułu. Zrobił to wreszcie Patryk Romanowski, który ładnie zmieścił piłkę między nogami drugiego bramkarza Startu Szyby.

Gol dodał Marianom trochę animuszu i od początku drugiej połowy zespół ten wykazywał dużą aktywność w defensywie. Startowi nie rozgrywało się łatwo. No, tak do 20 metra przed bramką nie było problemów, ale im bliżej świątyni Arka Kiragi, tym gorzej. Nie był to na pewno mecz Borowskiego, który poza golem nie miał wielu udanych zagrań. Jedynak także nie zachwycał, ale w końcu wyszedł mu drugi bardzo mocny strzał tego dnia i było 3:1. Emocje w meczu się skończyły. Janowski grał zbyt pewnie, by Mariany mogły coś ustrzelić, a Start zbyt niedokładnie, by podwyższyć prowadzenie.

Strzelcy: P.Romanowski-D.Jedynak(2)M.Borowski

POL-HUN 8:0 Galacticos

Ostatni mecz kolejki przypominał wiele spotkań poprzedniego sezonu, kiedy to aż cztery drużyny biły się o mistrza, a piąta co prawda szans na tytuł nie miała, ale była tak mocna, że i tak lała zespoły z dołu tabeli bardzo wysoko. Tym razem w role lejących wcielił się POL-HUN, a ostre cięgi dostali Galaktyczni, dla których decydujący mecz miał jednak przyjść dopiero za tydzień. O pierwszej połowie specjalnie nie ma co pisać, POL-HUN miał pełną kontrolę nad wydarzeniami boiskowymi, chociaż nie forsował specjalnie tempa w poszukiwaniu kolejnych goli. Dlatego pewnie stanęło tylko na trzech, autorstwa Macieja Kołady i dwóch Jacka Jankowskiego. Bramkarz drużyny spod Andrespola częściej piłkę z siatki będzie wyciągał w połowie drugiej.

Wtedy to POL-HUN przyspieszy i wyczuje słabość owego golkipera, który jest zresztą zawodnikiem z pola postawionym na bramce chyba zgodnie z jedną z podwórkowych zasad. Oczywiście winić go można może za jedną czy dwie bramki, pozostałe były poprzedzone albo piekielnie mocnymi strzałami Grobelnego, albo takim rozegraniem, że mało kto miałby szansę coś wskórać. Kolejne bramki zdobywali też dobry tego dnia Maciej Kołada, Stasiak, Warda czy strzelający i grający w ogóle bardzo mało Krzysztof Świnoga. To tyle jeśli chodzi o POL-HUN, dla którego był to jeden z łatwiejszych meczów w sezonie. Galacticos zagrali słabo, ale znowu pochwalić trzeba Hajduka, który walczył, przepychał się i sam tworzył sobie sytuacje. Sęk w tym, że tym razem nie potrafił żadnej wykorzystać, a czasami naprawdę powinien zmieścić piłkę w siatce. Zawodnicy POL-HUN-u spełnili jednak swoją poboczną misję i zatrzymali lidera Galaktycznych.
Strzelcy: J.Jankowski(2),K.Grobelny,K.Świnoga,W.Stasiak,B.Warda,M.Kołada(2)