6kol

Zmiana warty w Brzezinach – relacja z 6 kolejki

Jesteśmy już za półmetkiem fazy zasadniczej. Po szóstej kolejce wyjaśniło się, że szans na nic wielkiego nie ma już Start Brzeziny, który uległ w derbach Misiom. Poza tym wygrywali także zawodnicy Sonaty, POL-HUN-u i Diabłów, więc w kwestii mistrzostwa wiele się nie zmieniło. LKS Gałkówek i Mariany potwierdziły natomiast, że grają na podobnym poziomie i podzieliły się punktami.

Sonata 6:0 Atomówki

Czy Krzysztof Grzelak awaryjnie stojący w bramce Sonaty mógł być dla Atomówek jakimś światełkiem nadziei? Niekoniecznie, bo po pierwsze różnica między zespołami nadal jest ogromna, a po drugie nominalny obrońca Sonaty zazwyczaj dobrze wywiązał się ze swojej nietypowej roli golkipera. Dodatkowo już w drugiej minucie stratę popełnił Olczyk, a Nasalski popisał się altruizmem i dograł do Dymowicza na 1:0. Potem jednak Atomówki ruszyły do odrabiania strat. Grzelak dobrze jednak obronił strzały Szklarka i Olczyka, a potem zirytowany sam ruszył do przodu, świetnie podał do Piotra Grobelnego, ten równie dobrze do Nasalskiego, ale Krystian fatalnie spudłował. Co się odwlecze, to nie uciecze – pomyślał jednak Lipiński i po fatalnym błędzie dał Grobelnemu łatwego gola na 2:0. Przed przerwą jeszcze raz szarpnęły Atomówki, ale znowu skończyło się tylko na bramkarzu Sonaty i kontrach. Szanse na kolejne gole miał Piotr Grobelny. Ostatecznie bardzo tego dnia nieskuteczny lider swojego zespołu zdołał ustrzelić jeszcze jedną sztukę.

Dobrze spisujący się między słupkami Krzysztof Grzelak po przerwie biegał już po boisku, bo do bramki wszedł Rafał Adamczyk. Takie wzmocnienie defensywy i jeszcze pewniejszy bramkarz zwiastowało czyste konto i tak się rzeczywiście stało. Sonata grała natomiast spokojnie, rozstawieni szeroko zawodnicy podając piłki do środka stwarzali kolegom kolejne sytuacje. Najwięcej miał ich Piotr Grobelny i Krystian Nasalski, ale skuteczność nie była ich mocną stroną. W końcu jednak Piotr podobnie jak w pierwszej połowie przebudził się i dobił odbity przez Bedełka strzał swojego brata Adama. Potem znowu trochę pomarnował, by podwyższyć na 5:0. Trudno jednoznacznie ocenić jego występ, ale jednak gole mówią same za siebie. Na 6:0 w końcówce podwyższył jeszcze Grabski. Mecz bez większych emocji, Sonata w tym roku jest za mocna by tracić punkty z zespołami z dołu tabeli.

Strzelcy: P.Grobelny(4), Dymowicz, Grabski

Start Brzeziny 1:3 Misie

..ale tylko do przerwy. Potem Start zrobił zmianę w bramce, choć to nie ona była powodem katastrofy. W sumie trudno powiedzieć co było. Ja wskazałbym zatracaną umiejętność strzelania goli, bo strata jednego (autorem Grochowalski, drugi z rzędu mecz z trafieniem, brawo) to jeszcze nic strasznego i niebezpiecznego. Spokojnie można to odrobić i wygrać ileś tam do jednego. Misie nie pozwoliły jednak na to. Pochwały za to, że po golu nie cofnęły się, ale cały czas napierali. Nie było się czego bać, w niedzielę Start był dość jałowy w konstruowaniu akcji. W 25 minucie Grochowalski zagrał więc z rogu do Markiewicza i było 2:1. W bramce Startu stał wtedy już Pachowski. Już i jeszcze, bo po chwili mistrzowie grali już bez golkipera. Zaskakująco często obrońcy tytułu muszą stosować ten wariant. Tym razem, pierwszy raz, nie dało to żadnych pozytywnych efektów. Jak najbardziej pozytywnym wydarzeniem dla Misiów był natomiast celny strzał z własnego pola karnego na pustą autorstwa Bartosińskiego. Zresztą ten obrońca ma za sobą kolejną naprawdę udaną partię. Ostatecznie Misie zwyciężają więc derby i to 3:1, bez udziału Małego. Start w weekendy ma już tylko gierki.

Strzelcy: Olejniczak – Bartosiński, Grochowalski, Markiewicz

Czerwone Diabły 9:2 BKLAKA

Mecz trochę podobny do pierwszej niedzielnej potyczki, z tym że tutaj BKLAKA postawiła się jednak trochę mocniej niż Atomówki, tracąc przy tym jeszcze więcej goli. Do 5 minuty było już 2:0. Autorami goli Kwiatkowski i Gicel. BKLAKA odpowiedział na to jedną kontrą, Wójcik podawał do Krótkiego, ale zabrakło dobrego strzału. Po dwóch minutach ten ostatni cieszył się już z gola, a świetnie obsłużył go Piotr Warchoł. Dodajmy tutaj, że pokonany został awaryjny bramkarz Diabłów – Damian Waszczykowski. W 10 minucie powinien być remis. Tym razem Wójcik podawał do Warchoła, ale młody pomocnik nie zdołał przyjąć piłki. Diabły zareagowały golem Adriana Perka na 3:1. Zaraz potem Warchoł się zrehabilitował i asystował przy golu Wójcika na 3:2. Diabły natomiast szybko odpowiedziały swoim trafieniem, drugim już Konrada Gicela. Kolejną wartą uwagi akcją był strzał z daleka Sztuki dobity skutecznie przez Jakuba Perka. Wcześniej dobrą, przygotowywaną w odpowiedni sposób, formę pokazał Piotr „Krótki” Wojtaszek, kolejnymi rajdami nękając obrońców Czerwonych Diabłów. Za hart ducha i kilka dryblingów należą mu się brawa, choć nie tak duże jak za te gole, które udało mu się zdobyć. Do drugiego z nich jednak dopiero dojdziemy. Na razie zatrzymajmy się przy Piotrze Warchole, który zanotował co prawda nie pierwsze w sezonie asysty, ale jednak w co trudniejszych sytuacjach nie potrafi już sprzedać swoich umiejętności. BKLAKA grała odważnie, atakowała, co musiało się kończyć kolejnymi kontrami. Dwie następne wykorzystali i na gole zamienili Adrian Perek i Sztuka. W końcówce na boisko wszedł jeszcze Bartosz Kacperski. Niestety grający trener zaliczył koszmarny występ i sprezentował Diabłom kolejne, ostatnie już tej niedzieli, dwa gole. Strzelcami Sztuka i Jakub Perek. Diabły muszą poprawić grę z tyłu, bo dwa lata temu na pewno zachowałyby w takim meczu czyste konto. BKLAKA musi poprawić dużo więcej elementów i w takich meczach nie iść na wymianę ciosów, bo to zawsze skończy się takim rezultatem. Idealną taktyką dla odmłodzonej drużyny jest uważna obrona i pojedyncza kontra, co potwierdziły bardzo dobre występy z Sonatą i Startem, a Diabły to przecież ten sam poziom.

Strzelcy: A.Perek(2), Sztuka(2), J.Perek(2), Gicel(2), Kwiatkowski – P.Wojtaszek, Wójcik

LKS Gałkówek 1:1 Mariany

Wiadomo było, że to będzie wyrównany mecz, bo oba zespoły mają potencjał, po kilku ciekawych zawodników w składzie i ogólnie zawsze mogą stworzyć nie najgorsze widowisko. Tak było i tym razem. Szerszym składem w niedzielę dysponował zespół z Gałkówka, który przecież do tej pory najczęściej musiał narzekać na brak zmian. Tym razem wybór był już bardzo duży. Początek spotkania nie zachwycał tempem, zespoły grały swoje, starając się utrzymać przy piłce i skonstruować jakiś atak. Niestety szczególnie po stronie Marianów zbyt często kończyło się to strzałem z daleka niskiej jakości (przykładami mogą być próby Wajszczyka czy Kiragi). Z czasem robiło się jednak coraz ciekawiej, choć nadal brakowało sytuacji. Jedyną okazją do wykazania się dla Tomczyka był dobry strzał Karola Chmielewskiego z 15 minuty, ale dobrze spisujący się bramkarz Marianów i tym razem stanął na wysokości zadania.

Karol dobrze, bo od groźnej akcji, zaczął też drugą, znacznie ciekawszą połowę meczu. To nie on, a Łukasz Cienkusz dał jednak gałkowianom prowadzenie. Aktywny i walczący zawodnik LKS-u na pewno w jakimś stopniu na gola zasłużył. Oczywiście Marianom taki stan rzeczy nie odpowiadał i Łukasz Cieplucha zaczął mieć znacznie więcej roboty. Dwa razy zdołał obronić strzały ubranych na biało zawodników, ale za trzecim razem, po świetnej indywidualnej akcji Mroczka szans już nie miał. Końcówka meczu to już prawdziwa jazda bez trzymanki. Więcej sytuacji miały jednak Mariany i tylko Łukasz Cieplucha sprawił, że skończyło się remisem. W 30 minucie bohaterem całego Gałkowa mógł zostać Irek Samiec, który najpierw cudem zapobiegł stracie gola i w konsekwencji punktów, by po chwili samemu stanąć przed szansą na trafienie na 2:1. Tyle szczęście jednak nie miał i byliśmy świadkami podziału punktów po zwariowanym meczu.

Strzelcy: Cienkusz – Mroczek

PLE Zdrowie Rogów 0:2 POL-HUN

Po raz pierwszy w tym sezonie POL-HUN musiał sobie radzić bez Łukasza Chojeckiego. Była to niewątpliwie szansa dla Zdrowia Rogów, któremu taka niespodzianka jak ogranie wielkich faworytów do mistrzostwa mogłaby pozwolić uratować zapowiadający się co najwyżej średnio sezon. Szybko podobne myśli mógł rogowianom wybić z głowy Wojtek Stasiak, który już w 2 minucie dobił z bliska piłkę do bramki i dał POL-HUN-owi prowadzenie. Mógł, bo w rzeczywistości PLE Zdrowie nie poddało się i potrafiło dorównać przeciwnikom. Świetny jak zwykle w tym sezonie był Artur Kowalczyk, który sam szarpał i prawie rozerwał obronę wicelidera. Świetnie wyglądali również Golański i Kołada, co miało chyba decydujące znaczenie jeśli chodzi o ostateczny wynik. Na razie jesteśmy jednak dopiero w 10 minucie, w której to po niebezpiecznej stracie PLE Zdrowia Golański dobrze podał do Jankowskiego i tylko Stachecki mógł uratować rogowian, co zresztą uczynił. Potem zbyt lekko strzelali kolejno Bielski i Artur Kowalczyk. W końcówce połówki Europa jeszcze raz spróbowała wyrównać, ale i tym razem czegoś zabrakło. Mimo to pierwszy kwadrans mógł się podobać.

Drugi na pewno nie był słabszy. Od początku intensywniej atakowało PLE Zdrowie, głównie Artur Kowalczyk. Pierwszą sytuację po 6 minutach miał jednak Lubczyński. Daniel Grobelny sparował jednak piłkę na rzut rożny. Golański mógł po dwóch minutach uspokoić wynik, lecz po samotnej akcji strzelił obok bramki. Wtedy jednak uaktywnił się Maciej Kołada, który po pięknej akcji podwyższył na 2:0. W końcowych minutach okazje mieli jeszcze Jankowski i Lubczyński, ale nic się już nie zmieniło. PLE Zdrowie zaskoczyło pozytywnie, ale to POL-HUN cały czas kroczy po ścieżce zwycięstw i nie zamierza się w tym marszu zatrzymać. Nawet bez Chojeckiego. Zadowolony z meczu może być poza wszystkimi reprezentantami wicelidera Artur Kowalczyk, który chyba ostatecznie potwierdził, że jest obecnie najlepszym z braci K.

Strzelcy: Stasiak, Kołada