Tag: diabły

chojecki]

Zwycięstwo Diabłów na Start 8 kolejki – relacja

Trzy lata pisania relacji w takim samym, szczegółowym i chronologicznym stylu stało się nudne, zarówno dla mnie, jak i chyba dla Was – co widać po braku koemntarzy w tym roku (chyba, że to przez dodawanie ich poprzez wtyczkę Facebooka, w najbliższym czasie powrócimy do Disqusa). Trzeba więc coś zmienić i trochę rozbujać tę stronę, która żyje głównie dzięki typerowi, do którego oczywiście zapraszam. Dlatego od drugiej połowy stycznia zaczynamy przepytywanie zawodników w ramach tak zwanego kwestionariusza, a także zmieniamy styl relacji. To znaczy ja zmieniam, do pracy Adriana Kozioła nie mam zastrzeżeń, pisze na łamach portalu od niedawna i na pewno nadal jest dla Was świeży.

Przechodząc do sedna wypada wspomnieć o dużych oczekiwań, które miałem (chyba nie tylko ja) przed ósmą kolejką. Plan gier był bardzo apetyczny, chociaż akurat największy hit na początek nigdy nie wydawał mi się najlepszym pomysłem, co zresztą potwierdza się po komentarzach na Facebooku. Trzy z pięciu meczów miały być szlagierami i w pewnym sensie były, ale jednak liczyliśmy na dużo więcej. W sumie tylko starcie P-H-PLE wpadło tak, jak sobie to wyobrażałem. Pozostałe dwa spotkania skonfrontowały słabsze, ale niemal równe poziomem (może poza Misiami) zespoły. W tym przypadku brakowało jednak zaciętości i te mecze były trochę zbyt nudne. Prawdopodobnie jednak na zaniżoną ocenę kolejki wpływają inne wydarzenia sportowe, które odbywały się podczas jej trwania. Chodzi oczywiście o siatkarskie eliminacje do Igrzysk Olimpijskich i mecz Niemcy-Polska, który frapował kibiców mimo tego, że przecież nie zostali oni przed telewizorem, a wybrali się na halę. Na pewno jednak ósma seria gier była bardzo ważna dla układu tabeli. Obecnie nie ma już niepokonanych, a w grze nadal są Czerwone Diabły. O konkretnych drużynach napiszę jednak w dalszej części.

kolejka88888
Na Start zaserwowano nam Diabły. Był to bardzo trudny do typowania mecz, który mimo wszystko musiał zaskoczyć interesujących się ligą. Lepiej zaczęła drużyna z Brzezin, chociaż już od pierwszej minuty było widać, że piłka wolniej przemieszcza się po parkiecie. Od początku bardzo dobrze wyglądał Jarosław Janowski i to on dał Startowi prowadzenie. Gol wyglądał jednak znacznie mniej efektownie od jego przechwytów, był po po prostu efektem jakiejś przebitki i na dobrą sprawę dobitki. Podobać się za to mogło poprzedzające go podanie piętą Łakomego, jedno z jego popisowych zagrań. Lekka przewaga Startu o której pisałem szybko po bramce przeszła do historii. Po niej zespoły zaczęły grać bardzo równo, co zresztą potwierdziło się też na tablicy wyników. Piękną klepkę Duczka i Perka wykończył Kwiatkowski, a chwilę wcześniej Łakomy dostał kanał, co zniechęciło go do powrotu. Jak widzicie nie wymieniam w ogóle nazwiska Marcina Olejniczaka. Niestety gwiazdor Halowej nie grał tego dnia dobrze. Popisał się oczywiście świetną piętką (Łapin potem jeszcze lepszą!) i jakimś no-look-passem, ale robi to co mecz, więc i zachwyca nas tak bardzo. Przede wszystkim po raz kolejny nie zdobył gola i nie zaliczył asysty, a ich tych udanych podań było jakby mniej. Mam nadzieję, że w kluczowych meczach sezonu Marcin spróbuje sam wziąć odpowiedzialność za wyniki zespołu i przesądzić o wyniku któregoż meczów. Chętnie byśmy popatrzyli na jego efektowne zagrania na przykład na połowie przeciwnika.. Niestety średnio wyglądał nie tylko reprezentant Polski w futsalu. Wszyscy zawodnicy grali poniżej oczekiwań, tempo było niskie, ale i do tego w tym sezonie mogliśmy się już przyzwyczaić, jeśli na boisku przebywają obrońcy tytułu. Oprócz szybkości w grze zabrakło tez zwyczajnej dokładności. W zamian tego widzieliśmy masę podań w aut i źle rozegranych kontr. Musiało to zdenerwować Tomasza Łapina, który Jakuba Perka, którzy swoje kontrataki wykorzystali perfekcyjnie. Perek miał łatwiejsze zadanie, musiał zrobić tylko to, co Kwiatkowski w pierwszej połowie. Łapin miał przed sobą Pachowskiego, ale uderzył pięknie passem od słupka i nie było czego zbierać. Czy Start mógł odrobić straty? Oczywiście, nawet powinien. Koszmarnie pudłował jednak Szubert, Jedynak obijał co najwyżej poprzeczkę, a i Łakomy nie był dziś sobą. Porażka Startu sprawia, że nie ma już niepokonanych, a Diabły nadal liczą się w walce o mistrzostwo. Mają tylko o jedną porażkę mniej, niż liderujący FC Gałkówek.

Trudno, żeby po starciu OSIR-u i Marianów spodziewać się wielu bramek. Drużyny te zagrały łącznie 15 spotkań w lidze i zdobyły w nich w sumie.. 16 bramek. Te przewidywania sprawdziły się w 100%, a z najmniejszego możliwego zwycięstwa cieszył się o wiele bardziej doświadczony zespół. Jak zwykle Mariany musiały jednak radzić sobie bez zmian. Staję się to powoli rutyną, a przecież dawny Sekret wykorzystał niemal wszystkie miejsca na liście zgłoszeniowej. Tym razem najlepszym wśród starszych był paradoksalnie najmłodszy z nich Radek Kołada. Były Junior starał się, biegał, strzelał, marnował sytuacje, aż w końcu znalazł drogę do siatki i pokonał jednego z bramkarzy OSIR-u – chyba Bedełka. Największym zagrożeniem dla golkiperów niebiesko-białych miał być Mroczek, ale tym razem pudłował wszystko, co miał. Nawet jeśli do bramki brakowało metra, czy dwóch.. Kończąc wątek Marianów wspomnę jeszcze o kolejnym bezbarwnym występnie Wajszczyka. Najlepszy zawodnik grudnia 2014 jest cieniem samego siebie i daje bardzo mało swojej drużynie. Przejdźmy w końcu do OSIR-u, czyli drużyny z gry minimalnie lepszej. Dojrzałość w rozegraniu pokazali na pewno większą, niż ich rywale, po których akurat tego powinniśmy się spodziewać. Podopieczni Gabriela Kiliana w każdym spotkaniu grają tak samo, spokojnie rozgrywając piłkę od obrony, co musi się podobać. Największym problemem jest jednak brak elementu zaskoczenia w ataku. Niestety młodzieży brakuje jeszcze atutów ofensywnych i w zasadzie jedynym, który potrafi zrobić jakieś zamieszanie na połowie gospodarzy jest Artur Szklarek. Problem z nim jest jednak taki, że popełnia za dużo błędów i notuje za dużo strat jeszcze na własne połowie, prowokując kolejne kontry przeciwników. Po którymś takim Artur musiał zasiąść na ławce rezerwowych, a już bez niego kolegom udało się zagrozić bramce Zimnickiego. Tym razem golkiper Marianów spisywał się jednak dobrze, zachował czyste konto i zostawił na parkiecie sporo zdrowia (dosłownie). OSIR-owi się nie udało, ale z taką grą wynik rewanżu jest sprawą otwartą.
Tak samo jak wynik zbliżającego się meczu z BKLAKĄ. Wydaje się, że na tę chwilę młodzi piłkarze są lepsi od reprezentantów koluszkowskiej Klasy B. BKLAKA traci jednak dużo na braku Jankowskiego i Kowalskiego. Może nie grali oni w tym roku ani dobrze,ani skutecznie, ale nie mieli na dobrą sprawę okazji sprawdzić się na tle słabszego rywala, a przecież na takich ich drużyna może starać się o punkty. Tym razem przeciwnikiem były Misie, które akurat w obronie grają bardzo solidnie i duet Mela – Tosiak miał ogromne problemy, by zrobić cokolwiek konstruktywnego z przodu. Z piłką bawił się natomiast Mariusz Kaźmierczak. Niesamowity jest luz z jakim ten chłopak prowadzi piłkę przy nodze. Tym razem dwukrotnie pokonał Jacka Woźniaka, ale przede wszystkim ciągnął swoją ekipę zarówno w grze do przodu, jak i kilkukrotnie w defensywie! Swoje gole dołożyli też Maślanko i Chruściel, ale były o klasę mniej efektowne. Ukłuł też Bartosiński, z tym, że do własnej bramki po przebojowej akcji Michała Wójcika. Nie chcę jednak przesadzić z pochwałami dla Misiów, którzy nadal nie mogą sobie poradzić z jednym problemem – skutecznością. Dziesiątki strzałów nie zagrażają nawet bramce rywali, a gdy okazja do uderzenia jest wyśmienita oglądamy zazwyczaj koncertowe pudło. W tym roku szóste miejsce w lidze będzie wynikiem świetnym, bo pierwsza piątka jest jednak zamieszana w walkę o Puchar Burmistrza i wydaje się być poza zasięgiem, ale żeby je utrzymać (no a może jednak powalczyć o TOP5) trzeba poprawić celność! Aha, co do BKLAKI jeszcze słowa uznania za walkę do upadłego. Najbardziej walczył Frączkowski, wybijając np. jedną z piłek już prawie z bramki na poprzeczkę, a upadł Wojtaszek. Na szczęście wstał o własnych siłach.

szostka8Ostatnia część to luźne spostrzeżenia na temat kolejnych szlagierów. POL-HUN z PL Europą bił się o miejsce na podium. Faworytem jednak Albicelestes, bo na hali pojawił się i Bartłomiej Warda i przede wszystkim Maciej Kołada. Z nimi POL-HUN-u bać się musi każdy, bo w połączeniu z Jankowskim i Krzysztofem Grobelnym mogą oni rozmontować każdą defensywę. Przekonała się o tym PL Europa dość, boleśnie, bo tracąc 4 gole, co w hitach jest wynikiem sporym. Zaczęło się jednak pozytywnie dla srebrnych medalistów Brzezińskiej Ligi Piłki Nożnej. Mocne strzały, aktywna gra w ataku, rajdy Szymkowskiego, okazje Trzewikowskiego i bardzo udane dryblingi Artura Kowalczyka mogły zapowiadać wyrównany mecz. Brakowało jednak skuteczności, dokładności, może szczęścia. POL-HUN nie musiał na nie narzekać ani liczyć. Pierwszego gola zdobył grając w przewadze po wślizgu Mankiewicza. Szczęśliwcem nieoceniony Jankowski. Drugi to już piękna akcja Wardy i gol Macieja Kołady, pierwszy z trzech dzisiaj zdobytych przez niepokornego pomocnika. W końcówce połowy zdążył wylecieć jeszcze Krzysztof Świnoga, ale to już ligowa klasyka. Różnica jest taka, że swojej przewagi liczebnej Europa wykorzystać nie potrafiła. Dobrze zaczęła jednak grać w okolicach początku drugiej połowy. Dłuższe utrzymanie się przy piłce i od razu gol Miłosza Kopcia (dobitka bo średniej interwencji Daniela Grobelnego). Nie wzruszyło to jednak specjalnie POL-HUN-u, który miał w swoich szeregach Koładę. Spokój wprowadzany do gry i przede wszystkim kolejne dwie bramki wystarczyły, by zyskać tytuł MVP kolejki. Dodajmy, że ostatni gol był efektem niezwykle dynamicznej akcji na lewym skrzydle Krzysztofa Grobelnego, który dopadł do piłki, do której poza Lubczyńskim i może Szymkowskim nie dopadłby żaden z Europejczyków. Niestety ten brak dynamiki widać już o kilku z zawodników, na czele z Tomaszem Adamczykiem, zdecydowanie najsłabszy na boisku. Obrońca nie ustawiał się najlepiej, nie nadążał i dużo faulował. Bezbarwnie grał Roman Kowalczyk, chociaż on wpisał się nawet na listę strzelców (ładne płaskie uderzenie przy słupku). Podsumowując trzeba pochwalić Artura Kowalczyka, który tylu pojedynków indywidualnych nie wygrał od bardzo dawna i Szymkowskiego, bez którego Europa istnieje tylko teoretycznie. Oprócz tego pochwały należą się tylko piłkarzom POL-HUN-u, którzy pokazali dzisiaj mistrzowską klasę. A na ich czele niesamowity Maciej Kołada, na którego przybycie na halę czekają chyba wszyscy. Sam mecz mógł się podobać, bo był zacięty i pełen walki. Czasami niestety do przesady. Kolejne brzydkie faule, kary itd. nie są chyba potrzebne, by stworzyć piłkarskie widowisko..
strzelcy8Mecz Sonaty i FC Gałkówka już tak zacięty być nie mógł, bo niestety różnica klas między tymi drużynami jest za duża. Spotkanie ogólnie było dość szybkie, a to dlatego, że FCG gra najszybszą piłkę ze wszystkich i w niedzielę też kilka razy przyspieszył. Tak naprawdę każdy taki zryw kończył się tutaj sytuacją bramkową lub bramką. Trzeba jednak też docenić Sonatę, która nie zapomina o swoim DNA i próbuje atakować, grać piłkę. I naprawdę nie tak dużo Malinowskiemu zabrakło na samym początku, by sprawić niespodziankę i wyprowadzić Zielonych na prowadzenie. Nie udało się jednak, a potem Chojecki i bardzo dobry tego dnia Samiec spokojnie rozprawili się z obroną przeciwników. Pisałem wyżej o luzie w grze Kaźmierczaka z Misiów, ale prawdziwy luz ma właśnie Łukasz Chojecki, bawiący się piłką, rozgrywający, wkręcający w ziemię i w końcu strzelający gole. Bardzo dobrze Gałkówek wygląda tworząc trójkąty i klepiąc w nich piłkę, co udaje się liderom nawet w polu karnym nie najsłabszych przecież rywali. To plus Chojecki plus niesamowicie wyrównana kadra i najmocniejsza na Lidze ławka pozwalają spokojnie wygrywać kolejne mecze. Aha, jednego gola dołożył też świetny Chemielewski, a kolejny mecz bez błędu rozgrywał Klaters. Osobne zdanie należy też poświęcić Łukaszowi Cienkuszowi, broniącego wszystko, latającemu niemal w bramce Gałkówka i zachwycającego prawie co kolejkę. Tyle o zwycięzcach, czas na krótką analizę Sonaty. Największe plusy dla Piotra Grobelnego, którego powrót znowu wprowadził agresję i dynamikę do gry rekordowych medalistów oraz dla Malinowskiego i Krzysztofa Grzelaka, który wrócił do gry po jakimś czasie i musi trzymać w ryzach już nie tylko defensywę jak było zawsze, ale fajnie daje sobie radę i pokazuje, że nie tylko do młodych świat należy. Malinowski na pochwały zasłuży dopiero wtedy, gdy zacznie strzelać mocnym. Ogólnie jednak Sonacie brakuje jeszcze lat świetlnych do czasów świetności. W tym sezonie wszystko wskazuje na to, że sukcesem będzie piąte miejsce.

Dwadzieścia trafień w pięciu meczach, więc średnią policzyć bardzo łatwo. Cztery brameczki na spotkanie to wynik niemal idealny. Szkoda tylko, że emocji nie było tak wiele, jakbyśmy się spodziewali. Zdecydowanie najlepszy był dzisiaj Maciej Kołada, świetny też Cienkusz, Chojecki, bardzo dobry Łapin i Kaźmierczak. To wszystko wiecie jednak z szóstki kolejki, które już niebawem pojawią się na stronie.