Tag: kwiatek

asasasaddd

Tytuł też nie dojechał…relacja z 9 kolejki Ligii

Za nami jedna z najsłabszych kolejek ligowych jakie pamiętam. Dwa mecze (Atomówki – POL-HUN i LKS – Sonata) nie odbyły się, bo oba niżej notowane zespoły nie zebrały składu. Takie sytuacje mogą się oczywiście zdarzyć, ale dwie na kolejkę to jednak przesada. W rozegranych meczach po rozczarowującej grze Misie zremisowały z Marianami 1:1 i straciły miejsce w TOP3 na rzecz Diabłów, które wysoko ograły PLE Zdrowie 5:1. Na deser po tym bardzo skromnym obiedzie Start i Galacticos stworzyły jedyne ciekawe widowisko, które w napięciu trzymało do końca i ostatecznie skończyło się bez niespodzianki.

Misie 1:1 Mariany

Pierwszy rozegrany w sobotę mecz niestety zawiódł na całej linii. Misie i Mariany to drużyny, które w bieżących rozgrywkach zaskoczyły bardzo pozytywnie, mecze z ich udziałem oglądało się momentami bardzo przyjemnie. Oba zespoły są zresztą jak na razie w gronie sześciu szczęśliwców mających awans do Grupy Mistrzowskiej i przynajmniej w przypadku trzecich (po meczu czwartych) brzezinian na pewno tak zostanie. Tym razem coś jednak nie zagrało. Okej, składy nie było najmocniejsze. Brakowało Grzegorza Kaźmierczaka czy Bartosińskiego wśród Misiów i Tomczyka, Wajszczyka, Skorzyckiego po przeciwnej stronie. Szczególnie Mariany mają jednak bardzo szeroką kadrę i mogłoby lepiej zastąpić swoich podstawowych zawodników. W bramce koluszkowian stanął ostatecznie Kiraga i był jednym z lepszych zawodników na boisku. Lepiej w pierwszych kilku minutach wyglądał zespół z ligowego podium. Wspomnniany awaryjny bramkarz nie dał się jednak pokonać, a dodatkowo lepiej od Tomczyka wznawiał grę. W 6 minucie zaatakowali wreszcie zawodnicy w białych koszulkach, a konkretnie Radek Kołada, który dwie akcje zakończył zbyt lekkimi strzałami. Zbyt lekkimi dla Miszkiewicza oczywiście, bo ogólnie aż tak delikatne nie były. Po minucie po ładnym zwodzie sytuację stworzył sobie Goździk. Znowu górą był jednak bramkarz Misiów. Wtedy jeszcze uważałem, że spotkanie jest niezłe, brakuje mu tylko piłkarskiej jakości. Z czasem zdanie zmieniłem, ale na razie jesteśmy w 9 minucie. Wtedy to Kępa i Mariusz Kaźmierczak ładnie sklepali piłkę, ale Kiraga nogami uchronił swój zespół od straty gola. W pierwszej połowie oglądaliśmy jeszcze jedną ciekawą akcję. W 15 minucie Kiraga wyłapał kopniętą z rogu piłkę i idealnie rzucił ją do Mroczka. Ten zszedł do środka, uderzył i znowu na drodze do szczęścia stanął golkiper Misiów.

W drugiej połowie znowu trochę się działo jeśli idzie o sytuacje bramkowe. Obie drużyny nękały bramkarzy, ale to jedyny pozytyw jeśli chodzi o ten mecz. Jakości było dramatycznie mało. Zawodnicy podawali w aut, nie potrafili przyjąć prostej piłki, przewracali się. Akcje ofensywne to tak naprawdę tylko szarpnięcia poszczególnych piłkarzy, na czele z Romanowskim. To on w 20 minucie pięknie strzelił po ziemi, zmuszając Miszkiewicza do interwencji meczu. To on także niestety sfaulował po sześćdziesięciu sekundach blisko swojego pola karnego, co skończyło się stratą gola. Z wolnego mocno między nogami zasłoniętego Kiragi strzelił bowiem Łukasz Markiewicz. Szybko jednak Patryk Romanowski dał wyrównanie swojej drużynie. Po błędzie Hanca miał dużo miejsca na prawej stronie i sprytnym, technicznym strzałem zdobył bramkę na 1:1. Po trzech minutach miał podobną okazję. Tym razem zabrał piłkę Kępie, ale był już atakowany i nie strzelił dobrze. Remis to jak najbardziej sprawiedliwy wynik jeśli chodzi o ten mecz. Jakąś tam okazję miały co prawda jeszcze Misie, które w końcówce dość mocno przycisnęły, ale z Małym w tej formie trudno o kolejne gole. Szkoda, że ten zawodnik nie gra tak jak w zeszłym sezonie, bo dzisiejszy mecz z Diabłami mógłby być naprawdę fascynujący. Tak czy inaczej po słabym meczu Misie remisują z Marianami 1:1 i tracą miejsce w czołowej trójce.
Strzelcy: Markiewicz – Romanowski

PLE Zdrowie 1:5 Czerwone Diabły

Po pięciu minutach gry mieliśmy sporą niespodziankę. Pozbawione najważniejszych (Artur Kowalczyk, Mateusz Lubczyński) ogniw PLE Zdrowie prowadziło z Diabłami 1:0. O piłkę po lewej stronie boiska ambitnie powalczył Rżanek, jakoś wycofał ją przed pole karne, a do pustej bramki z fałsza skierował Roman Kowalczyk. Wcześniej jednak dwie interwencje po strzałach Perka miał Stachecki i w ogóle to Czerwone Diabły wyglądały trochę lepiej. W 7 minucie przewaga w posiadaniu piłki przełożyła się w końcu na gola. Nie najlepsze ustawienie w obronie przeciwników wykorzystał Sztuka podając idealnie do Kwiatkowskiego, któremu zostało już tylko skierować piłkę do siatki. Diabły mając już lepszy wynik zaczęły momentami przypominać sobie najlepsze czasy. Kilka akcji musiało się podobać, piłka z dużą szybkością krążyła między ustawionymi blisko siebie faworytami spotkania. Były to jednak tylko momenty, ogólnie tak dobrze nie było i PLE Zdrowie nie miało się czego wstydzić, przynajmniej w pierwszej połowie i to mimo gola na 2:1, który padł po tak naprawdę dobrym podaniu Ostrowskiego do Rżanka. Wynikła z tego jednak tylko strata i kontra, którą tym razem wykończył Sztuka, a podawał mu Adrian Perek. Ciekawą sprawą jeśli chodzi o pierwszą połowę może być statystyka wybić Wątorowskiego. Niestety żadne nie dotarło do adresata.

Druga połowa była już w wykonaniu PLE Zdrowia dużo słabsza. Diabły od początku grały zdecydowanie lepiej, już w pierwszej akcji zostawiony sam Kwiatkowski spokojnie trafił do siatki między nogami Stachcica. W zasadzie to właśnie teraz Diabły zaczęły klepać i grać piękne o czym pisałem w pierwszym akapicie. Doskonałym zwieńczeniem ich pięknej gry była akcja Sztuki z 23 minuty. Najlepszy zawodnik kolejki najpierw ośmieszył Adamczyka zakładając mu siatkę, po czym sam zakończył akcję golem na 4:1. W końcówce Jakub dołożył jeszcze asystę. Skorzystał z niej Waszczykowski. Skończyło się wysokim 5:1, chociaż PLE miało swoje okazje w drugim kwadransie, głównie po licznych przechwytach Miłosza Kopcia. Zawodnik ten zagrał jeden z najlepszych meczów w sezonie i trochę szkoda, że Roman Kowalczyk czy Marcin Rżanek nie popisywali się w drugiej połowie skutecznością. Niestety kolejny raczej bezbarwny występ zaliczył za to Jakub Perek, któremu w obecnym sezonie idzie słabiej niż zwykle. Oczywiście jeśli jesteśmy przy tym zawodniku trzeba dodać, że oceniamy go surowiej znając realne możliwości. W poprzednich 6 sezonach strzelił bowiem w lidze 102 gole. W tym 2.

Strzelcy: R.Kowalczyk – Sztuka(2), Kwiatkowski(2), Waszczykowski

Strzelcy: Markiewicz – Romanowski

Start Brzeziny 2:1 Galacticos

Przedziwny mecz na zakończenie sobotniej kolejki. Galacticos zagrali bardzo dobrze i powinni zdobyć minimum jeden punkt. Powinni, ale nie potrafili pokonać Pachowskiego, a o swoim kunszcie wreszcie przypomniał Jarosław Janowski i to jednak Start ostatecznie podniósł z parkietu 3 punkty. Dla emocji w Grupie Mistrzowskiej to jednak bardzo dobre okoliczności. Skąd natomiast wynikła szansa dla Galaktycznych w meczu z obrońcami tytułu? Ano stąd, że brzezinianie grali przez niemal 15 minut bez jednego zawodnika i z uczącym się dopiero tej ligi Smugą. Galacticos zaskoczyli natomiast i postanowili pograć piłką, dzięki czemu przewagę liczebną naprawdę było widać. Dobry skład drużyny spod Andrespola o wysoka forma Hajduka i kilku jego kolegów powinny zwiastować niespodziankę. Było jej naprawdę blisko, bo ubrani na niebiesko zawodnicy mieli dużą przewagę, popisywali się ciekawymi podaniami i strzelali bardzo często i mocno. W życiowej formie był jednak Pachowski. Marcin bronił efektownie i przede wszystkim skutecznie, a roboty miał co niemiara. W 14 minucie na hali niespodziewanie dla kibiców i Galaktycznych pojawili się Koperniak i Swaczyna. Co ciekawe jeszcze w pierwszej połowie padł gol dla Startu. Udział nowych piłkarzy był przy nim jednak żaden. Bramkę po indywidualnej akcji zdobył Jarosław Janowski.

W drugiej połowie, już przy wyrównanych składach, nadal skazywani na porażkę zawodnicy w niebieskich strojach prezentowali się nieźle. Przesadą byłoby powiedzenie, że grali piłką lepiej od Startu, ale jak na siebie szło im bardzo dobrze. Mistrzowie sprzed roku nie zachwycali, podawali niedokładnie, nie mogli wejść w odpowiedni rytm. Tyczy się to szczególnie dwójki spóźnionych, bo Janowski, Szubert czy Jedynak potrafili zagrozić. Ten ostatni strzelał jednak w sobotę bardzo niecelnie, choć często. W końcu dobry występ Galacticos golem na 1:1 potwierdził niezawodny Hajduk. Był to jedyny gol, którego puścił tego dnia Pachowski, w pozostałych sytuacjach także w tej połowie wyczyniał między słupkami cuda. Obok niego do szóstki kolejki trafi także Jarosław Janowski, który w 27 minucie będąc idealnie na wprost bramki uderzył mocno z czuba, a piłka przełamując ręce bramkarza wpadła do siatki. Start rzutem na taśmę wygrał więc 2:1 i jest już na miejscu 6, a po dwóch ostatnich kolejkach pewnie znajdzie się jeszcze o oczko wyżej.

Strzelcy: Janowski(2) – Hajduk